All Blog Posts

Bahrajn

Bahrajn

Bahrajn

Styczeń 2024

To pierwsze arabskie państwo, w którym została wynaleziona ropa naftowa! Mały kraj ze stolicą w Manamie o niezwykle dużej tolerancji w stosunku do innych krajów muzułmańskich.  Poznajcie razem ze mną #55 kraj – Bahrajn!

Informacje praktyczne

  • Wymagana WIZA, można kupić on-line lub na granicy, koszt około 200-250 zł
  • Obowiązkowy paszport
  • Zegarek przestawiamy + 2 godziny do przodu
  • Walutą jest Dinar Bahrajski, 1 zł to 0,09 BHR
  • Ruch na jezdni prawostronny

    Podczas pobytu w Arabii Saudyjskiej postanowiliśmy razem z bratem wybrać się na wycieczkę do Bahrajnu. Oba państwa zostały ze sobą połączone tzw. drogą króla Fahda, inaczej mówiąc mostem o długości 27 kilometrów. Zaczynamy kolejny wpis na Blogu Hobby Travel, tym razem jesteśmy w Manamie, stolicy Bahrajnu, która jest ponad 17 razy mniejsza od Warszawy. Sprawdzimy co warto tutaj co zobaczyć oraz opowiem Wam jakie niespodziewane przygody spotkały nas tym razem!

    Jak dojechać do Bahrajnu i czym się poruszać ?

    Oczywiście najprostszym sposobem jest samolot jednak, aby dostać się do tego państwa drogą lądową, trzeba pokonać ten 27 kilometrowy most łączący Arabie Saudyjską z Bahrajnem. Koszt przejazdu wynosi ok. 25 złotych. Jak się okazało mając wypożyczony samochód na terenie Arabii dojazd był mocno utrudniony, ale nie niemożliwy. Trzeba było to zgłosić dużo wcześniej w biurze Rent Car, o czym niestety nie wiedzieliśmy … postanowiliśmy spróbować wyznając zasadę „ po kielecku, pewnie się uda”. Niestety nie udało się …

    Zaraz po wjeździe zatrzymała nas straż graniczna konfiskując nasze paszporty. Wydawało się, że szybko nas zawrócą, ale to był tylko początek problemów, musieliśmy znaleźć dedykowanego policjanta, który przejął naszą sprawę i poprowadził nas do wyjścia z sytuacji. Trwało to prawie dwie godziny zanim odzyskaliśmy dokumenty , przeszliśmy kontrolę i otrzymaliśmy kilka papierów potwierdzające możliwość wyjazdu! Finał był taki, że musieliśmy wrócić mostem na teren Arabii, zostawić auto na parkingu i zamówić specjalną taksówkę, która ma uprawnienia na przewóz osób za granice. Kosztował nas to prawie 300 złotych, ale wreszcie po 4 godzinnej batalii, meldujemy się w Bahrajnie!

    Większość późniejszej trasy jaką mieliśmy ustaloną na zwiedzanie pokonaliśmy już pieszo lub korzystając z UBERA czy łapiąc okazję przy drodze.  Manama to stosunkowo małe miasto gdzie nie ma problemu z komunikacją, ale na drodze są za to bardzo duże korki. Dobrze jest mieć pobraną mapę z aplikacji MAPS.ME, aby móc korzystać z nawigacji bez potrzeby połączenia z Internetem. Wifi powinniście złapać w każdej restauracji czy centrum handlowym.

      Gdzie się zatrzymać ?

      Hotel znaleźliśmy na aplikacji booking.com w cenie 260 zł / dwie osoby z bardzo dobrym śniadaniem. Obiekt o nazwie Meshal Hotel położony był w dogodnej lokalizacji, blisko sklepów, restauracji i głównych punktów do zwiedzania. Na miejscu mogliśmy liczyć na wypicie drinka lub wejścia na dyskotekę. Bahrajn w porównaniu do sąsiedniej Arabii stał się dużo bardziej tolerancyjny w przeciwieństwem do swoich sąsiadów. Już teraz wiem skąd taki duży ruch między tymi państwami, Arabowie wyjeżdżają do Bahrajnu móc skorzystać z wypicia alkoholu czy potańcówki w pełni legalny sposób.

      Co zobaczyć w Bahrajnie ?

      Manama

      Jesteśmy w Manamie, stolicy Bahrajnu i jednocześnie największym miastem w kraju położonym nad Zatoką Perską. Sama nazwa Manama, oznacza w wolnym tłumaczeniu „Śpiące miejsce”, jednak nie mogę znaleźć tu zasadności ponieważ jest wręcz przeciwnie – głośno i ciekawie! Znajduje się tu jeden z największych meczetów o nazwie Al-Fatiha mogący pomieścić nawet 7 tysięcy wiernych.

      Bab Al Bahrajn

      Jest to jednocześnie zabytkowy budynek, a tym samym wejście do skupiska targów sprzedaży wszystkiego co można sobie tylko wyobrazić. Plac uznawany jest za pierwszą formalną przestrzeń publiczną regionu. Mieliśmy okazję przejść się tutaj zarówno w dzień jak i w nocy. W obu przypadkach ludzi było bardzo dużo, zarówno turystów jak i miejscowych.
      Udało się szybko kupić moje ulubione pamiątki w postaci talerzyka i magnesów. Zobaczcie sami jak to wyglądało:

      Bahrain Financial Harbour

      W trakcie dnia podczas wielu spacerów po Manamie naszym oczom prezentował się budynek w postaci projektu deweloperskiego nazwany w skrócie BFH. Kosztujące 1,5 miliarda dolarów i zajmujące powierzchnię 380 000 metrów kwadratowych dwie główne wieże Harbour Towers zostały oficjalnie otwarte w maju 2007 roku. Na co dzień to oczywiście biurowiec skupiający wiele światowych firm przedsiębiorczych.

      Bahrain World Trade Center

      Zdecydowana perełka Bahrajnu, budynek stający się wizytówką całego Państwa charakterystyczny głownie ze względu na wygląd. Kompleks bliźniaczych wieżowców w kształcie ostrosłupów ma 240 metrów wysokości. Został otwarty w 2008 roku i posiada 50 kondygnacji. Wchodząc do środka jest to w pewnym sensie zarówno galeria handlowa jak i biurowiec.

      Reef Island

      Internet oraz mapa pokazywała nam, że znajduje się tu plaża! Ruszyliśmy skoro świt do ekskluzywnej dzielnicy wypełnionej budującymi się apartamentowcami , lecz na miejscu spotkaliśmy jedynie robotników wśród opustoszałego centrum relaksu. Plaża owszem była, lecz zamknięta i jedynie mogliśmy wejść na molo. Cała wyspa była bardzo zadbana, położona wśród bujnej roślinności, ale nic tam jeszcze nie funkcjonowało: mam na myśli, sklepy, restauracje, atrakcje itd. kompletna cisza i spokój. Dobrze , że na powrocie udało nam się złapać stopa i wrócić szybko do centrum!

      Mam wrażenie, że Bahrajn będzie kiedyś hitem wakacyjnych podroży. Otwiera się tu wiele apartamentów z dostępem do sztucznych plaż i atrakcje na jakie liczą przyjezdni. Uczciwość i przyjazne podejście miejscowych będzie tylko dodatkowym atutem. Czułem się tu swobodnie, bez jakiegokolwiek ograniczenia religijnego i kulturowego. Wracam do Polski z jedna dużą zagadką: W jaki sposób urosło tutaj drzewo na pustyni, które ma już 400 lat , nie mając dostępu do wody ?!

      • Atrakcje 50% 50%
      • Jedzenie 60% 60%
      • Transport 35% 35%
      Arabia Saudyjska

      Arabia Saudyjska

      Arabia Saudyjska

      Styczeń 2024

      Dziś zapraszam Was na tereny bliskiego wschodu gdzie niemal połowa powierzchni kraju to pustynia! Kontrowersyjne państwo mające swoje zasady w całości podporządkowane Islamowi – to właśnie Arabia Saudysjka!

      Początek roku 2024 zaczynamy ciekawie zapowiadającym się wyjazdem na zachodnią część kontynentu Azjatyckiego na półwysep Arabski. Razem z bratem kupujemy bilety do Arabii Saudyjskiej z przesiadką w Budapeszcie za jedyne 497 złotych w dwie strony! Do pokonania mieliśmy blisko 6 tysięcy kilometrów co zajęło nam 17 godzin. W tym artykule mojego Bloga przeczytacie najważniejsze informacje na temat zwiedzania Arabii Saudyjskiej, o tym co wolno, a czego nie w tym kraju oraz ciekawostki, które spotkały nas podczas podróży.

      Informacje praktyczne:

      • Godzina + 2 h do przodu
      • Walutą jest Rial Saudyjski 1 SAR to 1,05 złotego
      • Gniazda elektroniczne wtyczka typu G
      • Pobierzcie na telefon aplikacje MAPS.me i region Arabia Saudyjka PÓŁNOC i POŁUDNIE
      • Zabieramy paszport + dowód osobisty
      • Jeśli planujecie wypożyczyć auto obowiązkowe prawo jazdy międzynarodowe
      • Wymagana WIZA do kupienia on-line lub na miejscu po wylądowaniu / koszt 480 złotych /
      • Połączenia telefoniczne i Internet są bardzo drogie – polecam kupić kartę Saudyjską
      • Podczas całego pobytu trzeba mieć przy sobie dokumenty / WIZĘ + paszport /

        Podróż z lotniska Chopina do Budapesztu trwała tylko 50 minut i można powiedzieć była tylko rozgrzewką przed blisko 6 godzinny lotem na trasie Budapeszt – Ad- Damman. Korzystaliśmy z linii lotniczych Wizzair i udało nam się usiąść mając do swojej dyspozycji wszystkie trzy miejsca obok siebie. Po drodze, dzięki bezchmurnym niebu można było podziwiać piękne widoki na oświetlony Katar. Po dwugodzinnym opóźnieniu lądujemy na lotnisku King Fahd International około godziny 23:00 czasu Saudyjskiego. Na miejscu kupiliśmy WIZĘ, jeśli miałbym to robić drugi raz zdecydował bym się na zakup jej on-line. Kolejka była spora, a jedna osoba przy okienku to 10 minut czekania! Zanim rozpoczniemy zwiedzanie chciałbym, żebyście zobaczyli jakie zasady panują w tym kraju, na co musieliśmy uważać i co nam groziło w przypadku niedostosowania się do reguł panujących w tym kraju!

        Kilka podstawowych zasad o których trzeba wiedzieć wybierając się do Arabii Saudyjskiej. Za ich złamanie grozi kara chłosty, więzienia, utraty kończyn, a nawet kary śmierci!

        –  zakaz robienia zdjęć kobietom
        –  zakaz hazardu, całkowity zakaz alkoholu, narkotyków i pornografii
        – nie wolno tańczyć z osobami płci przeciwnej, ani publicznie słuchać muzyki
        – nie wolno przywozić środków odurzających, alkoholu, mięsa wieprzowego, znaków związanych z religiami innymi niż islam, a także dronów!
        – nie wolno jeść i pić w ciągu dnia pod gołym niebem w trakcie ich czasu modlitwy

        W Internecie przeczytacie również kilka innych wytycznych, które okazały się kompletą porażką! Na przykład: „Nie rozmawiać z ludźmi o religii, ani nie robić zdjęć w meczetach” Absolutna głupota, zdjęcia robili nam sami Saudyjczycy w trakcie oprowadzenia nas po meczecie, opowiadali o islamie, świętej księdze Koran i ich przekonaniach religijnych. Wszystko inne opisanej wyżej jest jednak prawdą! To pierwszy kraj w którym byłem, gdzie podejście do alkoholu jest tak restrykcyjne. Nie kupi się go nigdzie, na strefie bezcłowej nawet nie próbujcie, wasz bagaż zaraz po przylocie będzie dokładnie prześwietlony! Kary za te i inne wykroczenia są bardzo surowe przez co w Arabii występuje bardzo niski wskaźnik przestępczości. 

        Jak się poruszać po Arabii Saudyjskiej?

        Odległości pomiędzy miastami są bardzo duże ( przez 3 dni pobytu w Arabii zrobiliśmy 1200 kilometrów) dlatego jedynym sensownym rozwiązaniem jest wypożyczenie samochodu. My skorzystaliśmy z firmy SIXT otrzymując auto marki KIA w cenie 360 złotych za pełne 3 dni. Warunki drogowe w Arabii Saudyjskiej są bardzo dobre, przy dojeździe do stolicy zobaczycie nawet 8 pasów w jedną stronę, mimo to ruch jest bardzo duży, także spodziewajcie się korków. W miastach parkingi są darmowe, ale jazda szczególnie w godzinach wieczornych jest koszmarna! Pomijając to, że wszyscy na siebie trąbią, jeżdżą jak chcą to samochodów jest więcej niż ludzi!

        Maksymalna dopuszczalna prędkość na autostradzie wynosi 120-140 km/h. Radarów jest pełno, mam wrażenie, że przez cały pobyt zrobiły nam 4 zdjęcia, ciekawe czy przyjdzie jakiś mandat do Polski!? Mile widziana znajomość cyfr arabskich, niektóre znaki oznaczone są tylko w ichniejszym języku. Ciężarówki jeżdżą tylko prawym pasem i naprawdę się do tego stosują, momentami wyglądało to dość śmiesznie jak kolejka do sklepu. Najcenniejsza informacja to cena paliwa, za 1 l benzyny zapłacicie lekko ponad 2 zł co w przeliczeniu daje 75 zł za tankowanie do pełna!

        Kiedy oddawaliśmy na lotnisku samochód zapomniałem, że w trakcie robienia zdjęcia trochę się wgniótł dach, zauważył to pracownik firmy SIXT i zapytał co się stało!? Wtedy moja wyobraźnia sięgnęła zenitu heheheh wyglądało to mniej więcej tak w wykonaniu mojego kochanego angielskiego: „ yyyy when I beck with my hotel morning, I loook BIG DOG sleep in my car roof”. Wszyscy wybuchneli śmiechem, tylko nie wiem dlaczego czy nie kupili tej bajeczki czy uwierzyli w wielkiego psa śpiącego na dachu mojego samochodu! Hehehe. Efekt jest taki, że prawdopodobnie będzie to moje najdroższe zdjęcie z szaliczkiem Hobby Travel – koszt 2 tysiące złotych kaucji!

          Gdzie się zatrzymać w Arabii Saudyjskiej?

          W trakcie naszego pobytu w Arabii zatrzymaliśmy się w dwóch czterogwiazdkowych hotelach korzystając z rezerwacji na booking.com. Ceny były stosunkowo tańsze niż w Polsce jak za taki standard. W miejscowości Ad-Damman zaraz po przylocie spaliśmy w Ramada by Wyndham Dammam Khaleej Road, a w stolicy w Nelover Hotel Ar Rawdah. Obie miejscówki miały przestronne pokoje, klimatyzację i prywatne łazienki, wszystko na naprawę wysokim poziomie. Śniadania typowo hotelowe ze szwedzkim stołem, w Rijadzie otrzymaliśmy je z dostawą do pokoju! Podczas pobytu w hotelach zauważyliśmy, że na sufitach oznaczone są naklejkami meczety pokazujące w którą stronę należy się modlić! Koper od razu wpadł na pomysł, żeby je podmienić heheh!

          Co zobaczyć w Arabii Saudyjskiej?

          Ad-Damman

          Zwiedzanie Arabii Saudyjskiej zaczęliśmy od miejscowości portowej Ad-Damman, w której oprócz spaceru promenadą wzdłuż Zatoki Perskiej nic szczególnego nie zobaczycie. Na uwagę zasługuje jedynie budynek muzeum King Abdulaziz Center for World Culture – Ithra, ciekawie prezentujący się pod względem architektury. Poznaliśmy tu uprzejmych ludzi częstujących nas herbatą, jeden z nich chciał nas poprowadzić do jakieś restauracji, ale jadąc za nim zgubiliśmy drogę. Ad-Damman to piąte co do wielkości miasto w państwo mające 1 mln 300 tysięcy mieszkańców.  

          Al-Qara Hill

          Około 130 kilometrów na południe od Ad-Damman znajduje się miasto Al. Hofuf , której jedna ze swej części wykuta jest w skale. Całość przypominało mi taką mini Petrę z Jordanii. Góra została wpisana na listę centrum światowego dziedzictwa UNESCO. Na zwiedzenie nie powinniście poświęcić jednak więcej niż jedną godzinę. Mimo, że miasto wydaje się bardzo duże to jej turystyczna część jest stosunkowo mała, ale dobrze przygotowana przez miejscowych, oświetlona, opisana i oznakowana dla zwiedzających.

          Wejście do środka wiąże się z zakupieniem biletu w cenie około 100 zł / osobę. W tej kwocie otrzymacie arabską kawę, słodycze i kilka pamiątek związanych z islamem. Zanim dojdziecie  do centralnej części atrakcji, na zewnątrz zobaczycie zadbany ogród i kilka pokoi w typowo muzułmańskim wystroju. W środku czekają na Was Arabowie, którzy w bardzo grzeczny i serdeczny sposób opowiadają o religii, prezentując wszystko co związane z Allahem. Dokupiliśmy jeszcze magnesy i talerzyki i ruszyliśmy w dalszą drogę.

          Rijad

          Po przejechaniu ponad 400-u kilometrów odwiedziliśmy stolicę Arabii Saudyjskiej czyli Rijad, co wolnym tłumaczeniu oznacza „Miejsce ogrodów i drzew”. Dziwne trochę bo przez całą drogę nie widzieliśmy ani jednej roślinki, wszędzie tylko pisach, pustynia i wielbłądy. Miasto Rijad ma ponad 5 mln mieszkańców i położone jest w centralnej części kraju. Nie prawdą jest,  że wszystkie kobiety muszą tu chodzić w hidżabie zakrywając całe swoje ciało, turystyki normalnie chodziły  swoich ulubionych dresach i nikt nie robił z tego problemu. Miejscowe jednak wyglądały jakby miały zaraz wybuchnąć, ubrane całe na czarno, świeciły im się tylko oczy! Na zwiedzanie Rijadu poświeciliśmy 2 dni, zobaczcie co warto odwiedzić w tak kontrowersyjnym mieście, gdzie na przykład na kradzież utną Ci rękę, a za większe przestępstwa publicznie utną Ci głowę.

          Al. Rajhi Mosque Meczet

          Po otwarciu od 2004 roku jest największym meczetem w stolicy, tym samym jednym z najbardziej popularnych atrakcji w Rijadzie. Zanim jednak spróbowaliśmy tam wejść udaliśmy się z Koprem do pobliskiego sklepu kupić sobie arabskie ubranie. Już za 35 złotych przeszliśmy totalną metamorfozę swojego stylu wyglądając jak typowi muzułmanie! Wbrew temu co czytaliśmy w Internecie nie było żadnego problemu z wejściem do meczetu i robienia tam zdjęć. Musieliśmy zdjąć buty i mogliśmy bez problemu poczuć moc islamskiej modlitwy. Kiedy miejscowi zorientowali się, że jesteśmy turystami jeden z nich oprowadził nas po świątyni opowiadając przy tym o świętej księdze Koran i islamie. Miałem wrażenie, że mógłby to robić do rana,  gdyby nie fakt, że powiedzieliśmy, że nam się śpieszy! To była misja próby przeniesienia nas na stronę innej religii!

          Pałac Al Masmak

          To taka wizytówka całej stolicy gdzie wokół niego wieczorem gromadzi się najwięcej ludzi. Inaczej zwany jako Pałac Królewski w Rijadzie, pochodzi z XIX wieku i został zbudowany dla księcia Abdurrahman ibn Sulaiman AlDabaan. Przez dekady był siedzibą króla Arabii Saudyjskiej oraz pełnił rolę obronną. Ozdobiony jest wielką Saudyjską flagą, zmieniający podświetlenia na różne kolory. W środku znajduje się muzeum, chcieliśmy do niego wejść, ale okazało się, że byliśmy spóźnieni jakieś 3 minuty bo akurat zamykali. Zaczepiło nas tu kilka arabów, którzy bardzo serdecznie opowiadali o tym co się tu dzieje, wypytując nas ze zdziwieniem po co tutaj przyjechaliśmy, skąd jesteśmy i jakie są nasze plany.

          Plac Ad-Dira

          Dosłownie obok Pałacu Al Masmak znajduje się ten kontrowersyjny plac gdzie co piątek na oczach tłumu odbywają się egzekucje kary śmierci poprzez ścięcie głowy maczetą. W życiu bym nie przypuszczał, że będzie to tak wyglądało: dookoła rozstawione stoliki na wzór rynku w Krakowie, dzieci biegają grając w piłkę, a po rogach tryskają fontanny. Ze względu na nasz pseudo arabski ubiór zauważyliśmy, że ludzie robią nam tutaj zdjęcia i delikatnie mówiąc trochę się z nas podśmiechują hehe, rzeczywiście może te nasze szaty nie były tak przylegające jak mieli prawdziwi muzułmanie, ale jakoś nam to nie przeszkadzało.

          King Abdullah Park

          Jeżeli jakiś park ma blisko 37 tysięcy pozytywnych opinii to musi tam być coś wyjątkowego?! Na miejscu zobaczyliśmy dużą przestrzeń spacerową udekorowaną ścieżkami, drzewami i średnio prezentującym się pokazem fontann świetlnych. No tak … Zapomniałem przecież, że w kraju gdzie wszędzie jest pustynny piach to kawałek roślinności może zrobić wrażenie heh. Jedyny pozytyw był taki, że na bramkach mieli zepsuty terminal, nie można było płacić kartą, a my nie mieliśmy gotówki! Wpuścili nas za free słysząc nasza bajeczkę, że przyjechaliśmy tu speeeecjalnie z Polski! Bilet wstępu kosztował jakieś 15 złotych.

          Al Faisaliah Tower

          Może tak jak mówi Koper robię się stary, ale zaczęła mi się podobać architektura dlatego nalegałem, aby podjechać pod budynek Al Faisaliah Tower. To wieżowiec w kształcie ostrosłupa, który ma 266,9 metrów wysokości.  Został wybudowany w 2000 roku, a w środku mieszczą się apartamenty, biura pracownicze i restauracje. Szybka fotka , krótki podziw i jedziemy dalej!

          Kingdom Centre

          Na sam koniec zwiedzania Rijadu zostawiliśmy wjazd na platformę widokową budynku Kingdom Centre. Bilet wstępu kosztuje około 140 złotych, a wjazd windą na 99 piętro z przesiadką zajmuje około 1 minuty. Wieżowiec ma dokładnie 311 metrów wysokości skąd podziwialiśmy panoramiczny widok na całe miasto! To było coś mega pozytywnego! Bardzo podobny klimat jak na Burdż Chalifa w Dubaju. Z ulicy budynek widoczny jest praktycznie z każdego miejsca, można go traktować jako orientację w terenie, przypomina mi trochę otwieracz do piwa! A Wam ?

          Piknik w Arabii

          Wyobraźcie teraz sobie, że jesteście na środku pustyni, a wokół Was zbudowane jest miasteczko z namiotów i punktów gastronomicznych. Koper to myślał z daleka, że to jakiś zjazd Food trucków hehehhe. Taki widok przypominający arabskie juwenalia spotkaliśmy podczas wjazdu do jednego z większych miast w państwie. Zatrzymaliśmy się tu, aby zobaczyć jak to wgląda, rzeczywiście cały rodziny zjechały się w jedno miejsce, siedząc na dywanach, modląc się, paląc grilla i pijąc herbatę. Od razu spytaliśmy miejscowych co się tutaj dzieje, otrzymaliśmy odpowiedź, że trwa tutaj PIKNIK! Kupiliśmy oczywiście kolejną herbatę i spróbowaliśmy ich słodyczy.  Ciekawe miejsce, z pewnością coś nowego czego nigdy w życiu nie widziałem.

          Mam dla Was jeszcze kilka ciekawostek:

          • Arabia Saudyjska to jedyny kraj na świecie gdzie nie ma kościoła chrześcijańskiego
          • Kobiety nie mogą występować przed sądem
          • Do 2018 roku kobiety w Arabii Saudyjskiej nie mogły prowadzić samochodu. Już mogą
          • Flaga Arabii Saudyjskiej przedstawia biały napis w języku arabskim “Nie ma Boga prócz Allaha, a Mahomet jest jego prorokiem”
          • W Arabii Saudyjskiej do co piątek odbywają się kary śmierci, które wykonywane są przez ścięcie głowy na oczach tłumu.
          • Jeżeli posiadacie izraelską pieczątkę w paszporcie nie możecie wjechać na teren Arabii Saudyjskiej.
          • Arabia Saudyjska dysponuje doskonale wyszkoloną armią, która stanowi 14 największą militarną siłę na świecie, należy do niej prawie pół miliona żołnierzy, a roczne wydatki na wojsko to 50 miliardów dolarów.
          • Saudyjczycy modlą się 5 razy dziennie
          • Temperatury w miesiącach letnich przekraczają tu 50 stopni Celsjusza w ciągu dnia
          • dwa najświętsze miasta Muzułmanów – Mekka i Medyna znajdują się w Arabii Saudyjskiej.
          • W Arabii Saudyjskiej tworzenie partii politycznych jest zabronione.
          • Saudyjczycy mogą ożenić się z dziewczynkami, które mają 10 lat.
          • W Arabii urodził się Osama bin Laden
          • Arabia Saudyjska jest 7 razy większa od Polski
          • Mężczyzna może mieć oficjalnie kilka żon w rodzinie
          • Sklepy na mieście ułożone są kategoriami np. na jednej ulicy możecie kupić tylko buty, na innej biżuterię itd.
          • Nie wolno używać czarów, są mega surowo karane nawet do tego stopnia, że zapomnijcie o książkach typu Harry Potter – jest ZABRONIONA!

          Co zjeść w Arabii Saudyjskiej?

          Jeśli chodzi o jedzenie posiłków, jest ono uzależnione od godziny. W trakcie ich modlitw restauracje są za ten czas zamykane. Wieczorem w popularnych budkach przy drodze, których jest najwięcej nie można jeść w środku lokalu, nie ma tam nawet stolików, wszyscy całymi rodzinami konsumują w samochodach wraz z siedzącymi tam swoimi kobietami. Zrobiliśmy z Koprem podobnie i jedliśmy w aucie, ale mieliśmy też sytuacje, że z jednej knajpki gość nas wyprosił, dopiero widząc, że jesteśmy turystami zamknął swój bar i pozwolił nam zjeść w środku.

          Na uwagę zwracają restauracje, w których zasiadające na dywanach rodziny jedzą ryż z jednego dużego talerza używając do tego tylko swoich rąk. Wyglądało to mało apetycznie więc nawet nie zdecydowaliśmy się wejść do środka. Standardowo próbowaliśmy miejscowej pizzy, makaronu i kebabu. Ceny są stosunkowo niskie lub zbliżone do tych w Polsce. Warto dodać , że wszystkie knajpy otwarte są do późnych godzin nocnych.  Spotkacie naprawdę dużo popularnych restauracji sieciowych typu McDonald, Burger King, KFC czy Pizza Hutt

          Najbardziej posmakowała nam miejscowa herbata, której nie można było kupić w żadnym innym sklepie. Ubogi arab sprzedawał ją zazwyczaj obok stacji benzynowej lub na postoju przy autostradzie. Na rozpalonym grillu, miał postawiony duży czajnik z herbatą która przyprawiał jakąś rośliną. Od jednego z nich dostaliśmy nawet kukurydze. Ludzie byli bardzo mili i uprzejmi, w momencie gdy dowiedzieli się , że jesteśmy z Polski nie chcieli nawet zapłaty częstując nas swoim trunkiem

          To nie koniec przygód, kiedy ruszyliśmy w drogę powrotną i wydawałoby się, że nasza wycieczka dobiega końca, otrzymałem SMS, że lot do Warszawy jest opóźniony o 8 godzin, a to oznaczało dla nas prawie 12 godzin czekania na lotnisku w Budapeszcie! Otrzymaliśmy od Wizzair Q-kod do wykorzystania w restauracji w postaci 12 tysięcy Forintów ( około 140 złotych ) co szybko zamieniliśmy na piwo! Jakoś zleciało … nie mieliśmy wyjścia, po przekroczeniu punktu kontrolnego nie można już wrócić więc pozostał nam nocleg na terminalu!

          Podsumowując mój pierwszy wyjazd w tym roku, jestem lekko mówiąc zaskoczony! Podobało mi się, ale spodziewałem się ataku bogactwa niczym Dubaj z Emiratów Arabskich, a zobaczyłem syf i jedną wielką budowę. Mam wrażenie jakby ten kraj dopiero zaczął przygotowywać się do przyjazdu turystów z Europy. Świadczy o tym choćby reakcja ludzi i ich pytania na nasz widok „Wy tu przyjechaliście na wakacje? Naprawdę? A po co?” No właśnie … miliony Szejków czy gra Christiano Ronaldo w Rijadzie to tylko pozory zupełnie niewidoczne w życiu codziennym mieszkańców. Czy było warto jechać? Pewnie, że tak! Kolejny mały kawałek naszej planety zwiedzony i mój #52 kraj na mapie tego świata zaliczony!

          Jedyne co naprawdę zrobiło na mnie ogromne wrażenie to stosunek tutejszych ludzi do religii i siła jaką jest islam! Muszę Wam powiedzieć, że nasza wiara jest tylko malutkim procentem tego co się dzieje i dostrzegam to coraz bardziej podróżując po świecie. W Arabii Saudyjskiej życie toczy się tylko dla Boga i wszystko co z nim związane. Ludzie są jak opętani … każdą sekundę swojego życia podporządkowują Allahowi.

          • Atrakcje 50% 50%
          • Jedzenie 45% 45%
          • Transport 90% 90%
          • Nocleg 90% 90%
          Macedonia

          Macedonia

          Ochryda

          Wrzesień 2023

          Witam Was w państwie na terytorium Bałkanów, które powstało w wyniku rozpadu  Jugosławii. Kto by się spodziewał, że jest to najbardziej górzysty kraj na świecie! Macedonia – co nam ma do zaoferowania ?

          Informacje praktyczne

          • Godzina taka sama jak w Polsce
          • Walutą jest Denar, 1 MKD to 0,071 złotego
          • Wjazd na podstawie dowodu osobistego lub paszportu
          • Wszędzie można płacić w walucie Euro

          Wspólnie z Kizią i Oliwierem wybraliśmy się do Macedonii, gdzie naszym calem było miasto Ochryda położone nad jeziorem Ochrydzkim u stóp gór Galiczica. To kolejne z państw Bałkańskich, które miałem przyjemność odwiedzić i muszę przyznać, że jestem nim zachwycony! Zapraszam Wam do przeczytania artykułu na moim blogu, w którym zobaczycie najpiękniejsze miejsca w mieście i poznacie jego tajemnice. Zaczynamy!

          Jak dojechać?

          Aktualnie z Polski można dolecieć samolotem zarówno do stolicy państwa w Skopie jak i bezpośrednio do Ochrydy. Szukajcie promocyjnych cen na wizzair.com. My natomiast postanowiliśmy zrobić sobie wycieczkę do Macedonii podczas wakacji w Albanii. Wypożyczyliśmy samochód i do pokonania mieliśmy około 160 kilometrów. Droga jednak pozostawiała wiele do życzenia, dlatego czas dojazdu wyniósł prawie 4 godziny! Dopiero po przekroczeniu granicy można było podziwiać ładne widoczki, które umilił nam czas.

          Nie obyło się bez przygód, po dojechaniu na kontrolę graniczną przywitał nas spory korek. Po około godzinie czekania na swoją kolej okazało się, że nie mamy tzw. „Green Pass” dokumentu ubezpieczenia pozwalający opuścić kraj i wjechać do Macedonii. Musieliśmy zawrócić i zakupić papier w najbliższej budce znajdującej się 6 kilometrów wcześniej. Oczywiście po powrocie na granicę nikt nas nie przepuścił , czekaliśmy kolejna godzinę …

          Zastanawiam się dlaczego większość populacji Macedonii mieszka poza granicami swojego kraju !? Być może wynika to z dużej stopy bezrobocia. ( prawie 16 % ). Wszędzie można tu palić papierosy, czasami nawet w sklepie, a samochody jeżdżą nie tylko po ulicy , ale też po chodnikach! To tylko kilka tematów, na które nie znam wytłumaczenia. Zobaczcie więcej ciekawostek związanych z tym państwem:

          • Najdłuższą rzeką w Macedonii jest Wardar i ma 320 km długości.
          • Macedonia jest 12 razy mniejsza od Polski
          • Stolica kraju, Skopje, było kiedyś stolicą Bułgarii
          • Do 1991 roku terytorium Macedonii było częścią Jugosławii.
          • Matka Teresa, znana z działalności charytatywnej, pochodzi z Macedonii.
          • Macedonia Północna to jeden z najbardziej górzystych państw na świecie. Są tu, aż 34 góry i wszystkie są wyższe niż dwa kilometry!
          • Według NASA to właśnie w Macedonii znajduje się jedno z czterech najstarszych obserwatoriów astronomicznych na świecie.

          Co zobaczyć w Ochrydzie ?

          Jezioro Ochrydzkie

          Jezioro Ochrydzkie jest jednym z najgłębszych i najstarszych jezior w Europie. Ma około 288 metrów głębokości, a jego wiek szacuje się na około 4 miliony lat! Żyje w nim około 200 gatunków zwierząt i roślin. Jezioro jak i samo miasto Ochryda zostały wpisane na Listę światowego dziedzictwa UNESCO. To zdecydowanie jedna z najpopularniejszych atrakcji turystycznych kraju. Przez Jezioro przebiega granica Macedonii z Albanią. To taki mały wstęp informacyjny przed podziwianiem prawdziwych widoków połączenia wody z górami!

          Spacer wzdłuż jeziora jest bardzo przyjemny dla oka za sprawą fantastycznych widoków. Zatrzymaliśmy się w jednej z miejscowych knajpek nad samą wodą, gdzie niektóre stoliki są tak ustawione, że naprawdę musicie uważać, aby nie spaść do jeziora. Dla chętnych popularną atrakcją jest tutaj możliwość przepłynięcia łódką i zobaczenia miasta z pozycji wody. Taka przyjemność kosztuje 600 MKD czyli około 10 Euro od osoby.

          Plaże

          Woda w jeziorze Ochrydzkim jest tak czysta, że pełni funkcję zbiornika wody pitnej dla okolicznych mieszkańców! Można się tu oczywiście kąpać i korzystać z różnych form rekreacji. Jeśli zastanawiacie się czy spotkacie tutaj plaże to odpowiedź brzmi TAK, choć ja nazwał bym to bardziej kąpieliskiem wyposażonym w drewniane platformy lub brzeg żwirkowy, które wyposażony jest w parasole i leżaki. Najbardziej popularnymi miejscami do plażowania są: Beach Potpesh z fajnym kamienistym wybrzeżem i Beach Saraiste położone obok restauracji i obiektów noclegowych.

          Cerkiew św. Jana Teologa w Kaneo

          Droga wzdłuż jeziora doprowadzi Was do perełki całego miasta Ochrydzkiego czyli cerkwi św. Jana Teologa w Kaneo. Po pokonaniu kilku schodów zobaczycie najpiękniejszy widok gdzie na tle błękitnego nieba i spokojnej tafli wody odbija się budynek świątyni. Ciężko mi opisać to uczucie satysfakcji, byłem szczęśliwy, że po raz kolejny podróże potrafią wywołać we mnie tyle emocji widząc takie widoki. Zostaliśmy tutaj, aż do zachodu słońca robiąc sobie kilka zdjęć i dzieląc się zachwytem z innymi turystami.

          Starożytny teatr

          Mapa najbardziej popularnych miejsc w Ochrydzie doprowadziła nas do Starożytnego Teatru, budowla pochodzi z okresu hellenistycznego, została zbudowana w 200 roku przed nasza erą. Przedstawia taki mini amfiteatr w porównaniu z tym kieleckim na kadzielni. Zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcie i poszliśmy dalej bo Kizia już zaczęła narzekać „tyyyle tu szliśmy żeby zobaczyć trochę kamieni” hehehe. Podczas spaceru zaczepiali nas miejscowi pozdrawiając serdecznym uśmiechem i zabawą z Oliwierem.

          Old City

          Do samego ścisłego centrum dotarliśmy kiedy robiło się już ciemno. Spać tu jednak nikt nie zamierzał, ludzi było coraz więcej, a ja miałem wrażenie, że dopiero teraz zaczyna się tu życie. Dookoła bardzo dużo kasyn, sklepów z pamiątkami, knajpek i restauracji. Już sobie wyobrażaliśmy z Kizią jakbyśmy tu poszli w tango, jakbyśmy tu byli całą naszą ekipą. Dziś pozostało nam tylko usiąść na kawę i podziwiać tętniące życiem Ochrydę. Najważniejsze atrakcje Ochrydy to: Sobór św. Zofii, Plaosnik, Forteca cara Samuela, Cerkiew Bogurodzicy Pariwlepy z freskami oraz charakterystyczne domy w starej części miasta.

           

          Nie byłem fanem jezior, ale dziś muszę przyznać , że to Ochrydzkie to perełka całego półwyspu bałkańskiego. Macedonio – skradłaś moje serce, zaimponowałaś uśmiechem, pięknem i gościnnością! Nie spodziewałem się, że będę Tobą tak zachwycony! Żałuje, że spędziłem tutaj tak mało czasu i mam nadzieję, że kiedyś jeszcze tu wrócę, może przy okazji wizyty w Kosowie ?

          • Atrakcje 80% 80%
          • Jedzenie 80% 80%
          • Transport 80% 80%
          Lloret de Mar

          Lloret de Mar

          Lloret de Mar

          Październik 2023

          Jeśli miałbym napisać swój „Pamiętnik z Wakacji” to z pewnością to miejsce znalazło by się na pierwszej stronie. Była to jedna z pierwszych moich podróży w życiu. Poznajcie najbardziej imprezowe miasteczko na wybrzeżu Costa Brava – Lloret de Mar!

          !

          Kiedy po raz pierwszy odwiedziłem Lloret de Mar miałem 17 lat, wtedy wspólnie z Jaśkiem Załawą byliśmy tu na popularnych koloniach, przemierzając autokarem 36 godzinną drogę! Dziś po 16 latach wracam w to miejsce zobaczyć co się zmieniło, czy dalej jest tak imprezowo, ale tym razem już samolotem zabierając ze sobą Kizię i syna Oliwiera. Pewnie każdy z Was oglądał popularny program „Pamiętniki z Wakacji”. Tak, to tutaj kręcony był pierwszy sezon. Zapraszam Was do krótkiej relacji z Lloret!

          Jak dojechać do Lloret de Mar?

          Rzeczywiście dawniej podróżowałem do Hiszpani autokarem, samoloty nie były tak tanie i popularne jak teraz, pamiętam tą drogę mimo, że było to 16 lat temu, to jedyne 2280 kilometrów, ale da się! Tym razem było dużo prościej, po wylądowaniu na lotnisku Barcelona-Girona, Google Maps pokazywało zaledwie 29 kilometrów. Wypożyczyliśmy samochód korzystając z firmy Budget i na miejscu byliśmy pokonują autostradę w niecałe 20 minut. W Lloret de Mar jest duży problem z parkingiem, ciężko jest zostawić auto w centrum, musicie szukać wyznaczonych parkingów i pamiętać o zakupie biletu w automacie.

          Gdzie się zatrzymać ?

          Standardowo korzystając z aplikacji booking.com znalazłem 4 gwizdkowy Hotel Astoria mieszczący się w centrum, dosłownie 100 metrów od głównej promenady przy Morzu Śródziemnym. Położony był w sąsiedztwie popularnego Place de Pere Torrent. Za jedną noc ze śniadaniem zapłaciliśmy tylko 55 Euro za całą rodzinę. Pokoje były małe, ale sam hotel bardzo w porządku. Na dole całodobowa recepcja, bar do którego co chwilę schodziłem po gorącą wodę dla dziecka oraz wystrój nawiązujący do zbliżającego się Halloween.

          Co robić w Lloret de Mar ?

          Plaża

          Najpopularniejszą plażą w Lloret de Mar jest, znajdująca się przy promenadzie Playa Grande, jest długa na półtora kilometra i oferuje wszelkie niezbędne atrakcje wodne. Ziarenka piasku są delikatnie grubsze, ale daleko im do żwirkowego jak chociażby w Chorwacji. Podczas naszego pobytu Morze Balearskie, które jest częścią Morza Śródziemnego było mocno wzburzone i mogliśmy podziwiać duże fale, którym towarzyszył silny wiatr. Jak na miesiąc październik trafiliśmy na bardzo dobrą pogodę, termometr wskazywał 27 stopni Celsjusza, spotkaliśmy naprawdę dużą ilość turystów wypoczywających na plaży. Kiedy Oliwier usnął zatrzymaliśmy się w jednej z knajpek na pysznego gofra i kawę.

          Na końcu promenady przechodzicie tunelem na bardzo ciekawą ścieżkę widokową o nazwie Camí de Ronda. Moim zdaniem to najpiękniejsze miejsce nie tylko w samej miejscowości Lloret de Mar, ale na całym wybrzeżu Costa Brava. Droga biegnie tuż przy ruinach kamiennego zamku o nazwie Castell de Sant Joan. Można tam wejść do środka kupując bilet za 3 Euro, a po wejściu na górę czeka na Was piękny panoramiczny widok na całe wybrzeże. Porobiliśmy trochę zdjęć i nacieszyliśmy się krajobrazem zachodzącego słońca.Trasa jest łata i przyjemna, daliśmy sobie radę nawet z wózkiem dziecięcym Oliwiera.

          Tropics

          Nie sposób opisać jednego z najbardziej popularnych klubów imprezowych w całej Europie, do którego zjeżdżają najlepsi DJ z całego świata. Przez ponad 50 lat działalności Disco Tropisc stał się jednym z symboli miasta Lloret de Mar. Występowały tu także największe światowe gwiazdy sceny muzycznej. Klub posiada 3 piętra i 4 sale przyozdobione w różnych stylach. Warto wiedzieć, że wstęp do środka mają osoby, które ukończyły 16 lat. Jednorazowa wejściówka kosztuje od 10 do 20 Euro w zależności od atrakcyjności terminu i imprezy. Tym razem nie weszliśmy do środka, ale ja do dziś wspominam dyskoteki kiedy byłem w Lloret po raz pierwszy, jakbym dobrze poszukał to mam gdzieś w domu jeszcze pamiątkową koszulkę, którą dostałem w prezencie do kupionego karnetu!

          Park Wodny

          Dla miłośników wodnego szaleństwa czeka nas Was Water Word, który jest jednym z największych parków wodnych w Europie. Posiada ponad 20 zjeżdżalni podzielonych w zależności od szybkości i stopnia adrenaliny. Bilet wstępu kosztuje w okolicach 165 złotych. Idealne rozwiązanie na spędzenie całego dnia. Park wodny otwarty jest tylko w sezonie więc nam pozostało tylko obejrzeć go z zewnątrz, ale ja pamiętam jak szalałem tutaj mając 17 lat! Więcej informacji i galeria na stronie internetowej: https://waterworld.es/en/home.html

          Kościół w Lloret de Mar

          Trafiłem tu zupełnie przypadkiem, podczas popołudniowego spaceru z Kizią i Oliwierem zauważyłem bardzo ładny Kościół, jak się okazało był pod wezwaniem Świętej Romy. Przypominał mi mniejszą wersję katedry we Florencji. Okazało się, że to starożytny kościół zbudowany w stylu gotyckim. Nie dało się wejść do środka ponieważ był już zamknięty, w Internecie znalazłem więcej informacji min. taką , że kiedyś służył jako schronienie mieszkańców przed atakiem piratów. Traficie tu przechadzając po hiszpańskich uliczkach w centralnej części miasta.

          Lloret de Mar to miejsce, które kojarzyć mi się będzie z dzieciństwem. Pierwsze większe imprezy, całonocne wyjścia, alkohol i zabawa do białego rana. Nie jest to kurort do rodzinnego wypoczynku. Mimo końcówki sezonu wakacyjnego dalej było głośno i migająco od kolorowych świateł. Dobrze było tu wrócić i powspominać stare lata! Oliwier jak będzie większy może przyjedzie tu na obóz z kolegami ? Mam nadzieje, że zabierze swojego tatę!

          • Atrakcje 49% 49%
          • Jedzenie 33% 33%
          • Transport 90% 90%
          • Nocleg 80% 80%
          Andora

          Andora

          Andora

          Październik 2023

          To małe państwo położone pomiędzy Francją, a Hiszpanią znane przede wszystkim z najniższych podatków w Europie. Powierzchniowo przypomina Warszawę, ale nie ma nawet swojego lotniska, ani torów kolejowych. Przyszła pora odwiedzić Andorę!

          Informacje praktyczne

              • Godzina taka sama jak w Polsce
              • Walutą w Andorze jest Euro
              • Andora nie jest członkiem Unii Europejskie. Połączenia telefoniczne i Internet są bardzo drogie, polecam ściągnięcie aplikacji MAPS.ME
              • Wystarczy dowód osobisty lub paszport do przekroczenia granicy
              • Gniazdka elektryczne takie jak w PL
              • Język angielski jest mało popularny 

          Zabieram ze sobą moją kochaną rodzinkę i jedziemy do kraju, w którym jeszcze nigdy nie byłem. Andora do tej pory była mi kompletnie nieznana i nie miałem pojęcia czego się mogę spodziewać. Już teraz zdradzę Wam, że to takie połączenie Francji z Hiszpanią, tym bardziej, że sami Andorczycy stanowią tylko 25 % populacji tego kraju. Zaciekawię Was między innymi kilkoma kwestiami, które ja sam nie dowierzałem, a przy okazji zobaczycie piękne widoki na górzystym terenie Pirenejów.

          Jak dojechać do Andory ?

          Andora nie ma swojego lotniska, także bezpośredni lot samolotem jest niemożliwy. Najbliższy terminal z w miarę sensowym położeniem i dojazdem mieści się w Barcelonie-Girona lub francuskiej Tuluzie. Wybrałem opcję numer jeden gdzie po wylądowaniu Google Maps pokazywało mi dokładnie 203 kilometry drogi. Początkowo trasa biegnie przez autostradę mijając sporą ilość tuneli, aż do momentu wjazdu w wyższa partię gór. Jeśli chodzi o warunki drogowe to od zawsze uważałem, że te w Hiszpani są najlepsze w całej Europie, mam na myśli nie tylko stan techniczny, ale również oznaczenia dróg. Ostatnie 100 kilometrów to kręta trasa przez wyższe partie gór, gdzie wąskie ścieżki i otaczający krajobraz pozwalały delektować się jazdą.

          Samochód wypożyczyliśmy na lotnisku korzystając z firmy BUDGET za cenę około 300 złotych / dwie doby. Sprawna papierologia, 300 Euro kaucji i dostaliśmy nowego Peugeota wyposażonego już w siodełko dziecięce. Oliwier dobrze zniósł większą cześć podróży śpiąc więcej niż połowę drogi do Andory. Po przekroczeniu granicy musicie pamiętać o wyłączeniu Internetu w telefonie i zwrócić uwagę na prędkość – mandaty za ich przekroczenie są tu bardzo drogie. Dopuszczalna ilość alkoholu wynosi pół promila.

          Podsumowując czas dojazdu

          Dojazd do Krakowa z Kielc 1,50 h
          Lot: Kraków – Barcelona Girona 2,40 h
          Droga: Barcelona Girona – Andora 3,20 h
          Razem: 7 h 50 minut

          Gdzie się zatrzymać ?

          Zdecydowana większość turystów wybierających się do Andory szuka miejsc noclegowych blisko stoków narciarskich bo to właśnie sporty zimowe są najczęstszym powodem wyjazdu do tego Państwa. My jesteśmy tu, aby poznać ten kraj od środka więc zdecydowaliśmy się na Hotel Panorama znajdujący się w centrum stolicy. Otrzymaliśmy pokój na 9 piętrze z pięknym widokiem na większą cześć miasta. Piętro wyżej znajdował się basen, SPA i siłownia. Duży przestronny apartament, dobre śniadanie i możliwość parkingu to wszystko w cenie ok. 400 zł / noc. Na dole całodobowa recepcja, bar do którego często miałem okazję przychodzić, tym razem nie po piwko tylko po gorącą wodę w termos ponieważ w pokoju nie było czajnika, niezbędnego do zrobienia dziecku mleka. Polecam miejscówkę dla osób lubiących wygodę, komfort i czystość.

          Co zobaczyć w Andorze?


          Andora la Vella

          Stolica Państwa Andory czyli Andora la Vella położona jest u stóp Pirenejów i ma ponad 23 tysiące mieszkańców. Spacer głównymi ulicami miasta doprowadził nas do najbardziej popularnego mostu gdzie widniał napis z nazwą miejscowości. Jeszcze lepsze wrażenie robił po zachodzi słońca kiedy rozświetlił się na biało. Obok znajduje się rzeźba autorstwa Slvadora Dali przedstawiająca zegar symbolizujący upływający czas. Nie jestem miłośnikiem sztuki, ale ten by naprawdę imponujący, dający do myślenia. Wokół placu znajduje się trochę knajpek, sklepów z pamiątkami i DUTY FREE gdzie można zrobić tańsze zakupy.

          Główna ulica o nazwie Av. Merixell przypominająca długością Sienkiewicza w Kielcach skupia najwięcej ludzi. Znajdziecie tu sklepy znanych marek takich jak ZARA, Stradivarius czy Bershka jak również kilka mniejszych placyków „ryneczków” z napisem ANDORA gdzie można sobie zrobić pamiątkowe zdjęcie. W centrum znajduje się kilka dobrze oznaczonych parkingów przez co nie było problemu z zaparkowaniem samochodu.  Spędziliśmy tu kilka dobrych godzin błąkając się po stolicy. Pierwszy raz spotkałem się z widokiem przejść przez ulicę gdzie światła były również na chodniku przy ziemi. Oliwier miał okazję też samodzielnie podreptać swoimi małymi nóżkami wychodząc z wózka, świętując odwiedziny swojego piątego kraju w życiu.

            Stadion Estadi Nacional

            Przejeżdżałem obok stadionu narodowego piłkarskiej reprezentacji Andory, ale nie wszedłem do środka ponieważ wszystko było widać już z zewnątrz. Obiekt pomieści tylko 3306 widzów, ale jak na tak mały kraj, myślę, że to i tak sporo. Do tej pory Andorczycy wygrali tylko trzynaście meczów, z czego 6 w meczach towarzyskich. W meczach o stawkę mogą się pochwalić zwycięstwem nad Macedonią i Węgrami podczas eliminacji do Mundialu.

            Mirador Roc Del Quer

            Nie ukrywam, że to było miejsce numer jeden dla mnie, które chciałem zobaczyć w Andorze i od tego zacząłem zwiedzanie. Punkt widokowy Mirador Roc Del Quer mieści się w miejscowości Canillo, parę kilometrów od granicy z Francją. Jedzie się przez naprawdę krętą drogę około 7 kilometrów, aż na wysokość bliską 2 tysięcy metrów. Mieliśmy szczęście, że tego dnia przejrzystość pogodowa była znakomita i widoki pozwalały cieszyć się chwilą! Jeśli macie problemy z chorobą wysokościową adrenalina może być jeszcze większa, kiedy staniecie na przezroczystej części szyby tuż nad przepaścią! Uwielbiam takie miejscówki, serce bije szybciej i zdajesz sobie sprawę, że podróżowanie to zajebista sprawa!  

            Bilet wstępu na wystającą na 12 metrów platformę widokową kosztuje 5 Euro i wyobraźcie sobie, że zapomniałem z samochodu pieniędzy, a płatność kartą była niemożliwa. Uprzejma Pani zgodziła się wpuścić nas za free, za co z tego miejsca jej jeszcze raz bardzo dziękuje! Droga z parkingu do wejścia biegnie pod górkę przez około 300 metrów i ma kilka innych punktów widokowych gdzie można usiąść na ławeczce i zrobić sobie zdjęcie. Koniecznie zabierzcie ze sobą ciepłe ubranie, było tu przynajmniej dziesięć stopni mniej niż w mieście Canillo poniżej szczytu.

            Caldea Spa

            Co prawda nie odwiedziliśmy tego miejsca bo mieliśmy swoje SPA w hotelu, ale nie mogłem tego pominąć na Blogu, ponieważ Caldea Spa to kompleks basenów termalnych największy w południowej Europie oraz najwyższy budynek w kraju. Podaje Wam oficjalną stronę Internetową [ https://www.caldea.com/en/ ], gdzie możecie nie tylko kupić bilety on-line, ale przeczytać więcej informacji. Budynek został otwarty w 1994 roku i ma 18 pięter z krytymi i odkrytymi basenami termalnymi, saunami i zabiegami.

            Co zjeść ?

            Podobno przysmakiem są tu ślimaki, ale po pierwsze nigdzie w restauracjach ich nie spotkałem, a po drugie i tak nie odważyłbym się ich spróbować. Weszliśmy do restauracji o nazwie Restaurant 120 | Andorra la Vella, dopiero później zobaczyłem, że ma ona bardzo dobre opinię na Google. Kelnerka nie znała języka angielskiego, a menu które otrzymaliśmy było podzielone na język francuski, angielski, hiszpański i kataloński. Kizia z Olim zjedli bardzo dobrego łososia, a ja kurczaka z frytkami w sosie słodko-kwaśnym. Było smacznie, ale też dość drogo, za obiad z napojami zapłaciliśmy 50 Euro. Oli standardowo zrobił trochę zamieszania rozrzucając sztućce i oglądając bajki na telefonie.

            Ciekawostki związane z Andorą, o których nie miałem pojęcia! A Wy ?

            • Andora jeszcze nigdy nie zdobyła medalu na letnich igrzyskach olimpijskich
            • Miasto Andora jest najwyżej położoną stolicą w Europie 1023 m n.p.m.
            • Podatek VAT wynosi UWAGA! 4,5 %
            • Andora nigdy nie miała swojej waluty
            • Andora nie ma własnej poczty
            • Tak jak pisałem wcześniej Andora nie ma własnego lotniska ani transportu kolejowego
            • Zgodnie z prawem Andory na wypadek wojny w każdym domu musi być co najmniej jeden karabin. Jeśli właściciel domu nie posiada własnej broni, policja dostarcza ją z zapasów państwowych
            • Andora jest światowym liderem w średniej długości życia. Średnia długość życia w Andorze wynosi 83,5 roku. [ dla porównania średnia życia mężczyzny w Polsce wynosi o 10 lat mniej ]

            Andora to Państwo gdzie czułem się bardzo spokojnie i sympatycznie. Tak naprawdę to jeden dzień wystarczy, aby zobaczyć najbardziej popularne i centralne miejsca w kraju. Zabierzcie ze sobą ciepłe ubrania, rano i wieczorem potrafi tu być naprawdę zimno i wietrznie. Andora to doskonały przystanek dla miłośników podróżowania w kolekcjonowaniu nowych krajów na świecie. Pewnie nigdy już tu nie wrócę … ale dobrze będę wspominał !

            • Atrakcje 50% 50%
            • Jedzenie 40% 40%
            • Transport 70% 70%
            • Nocleg 75% 75%
            Albania

            Albania

            Albania

            Wrzesień 2023

            Co to za miejsce, w którym kiwnięcie głową na TAK oznacza NIE, a poruszanie na boki daje akceptację?! Dziś zabiorę Was na południowo-wschodnią część Europy do państwa, które dalej raczkuje w turystyce. Albania – kraj numer #50, który odwiedziłem w swoim życiu!

            Informacje praktyczne

            • Godzina taka sama jak w Polsce
            • Walutą w Albanii są LEKI, 1 Lek to 0,043 złotego.
            • Połączenia telefoniczne i Internet są bardzo drogie, polecam ściągnięcie aplikacji MAPS.ME do orientacji w terenie, na lotnisku można też kupić lokalne karty telefoniczne
            • Wystarczy dowód osobisty lub paszport do przekroczenia granicy

               

              Całą moją mała rodzinką czyli: Ja, Kizia i Oliwier wybraliśmy się na wakacje wykorzystując po część bon w biurze podróży Rainbow, który otrzymaliśmy od moich rodziców  jako prezent gwiazdkowy. Zdecydowaliśmy się odwiedzić Albanię, miejsce gdzie będzie krótki lot i gwarantowana pogoda w miesiącu wrzesień. Zapraszam Was do zapoznania się z ciekawostkami związanymi z tego kraju i naszymi przygodami, które zafundowali nam gospodarze! A działo się sporo, mimo, że byliśmy tam tylko 5 dni!

              Jak dojechać do Albanii?

              Znam takich , którzy wybierają się do Albanii samochodem, ale ja szczerze mówiąc nie zdecydował bym się na takie rozwiązanie, tym bardziej, że teraz w miesiącach październik bilety lotnicze potrafią kosztować poniżej 100 złotych w jedną stronę. Nasz lot do Albanii z Katowic trwał zaledwie godzinę i czterdzieści minut, Oliwier ledwo zdążył usnąć kiedy już podchodziliśmy do lądowania. Po wylądowaniu w Tiranie na lotnisku im. Matki Teresy dokładnie 17 kilometrów od stolicy państwa Albańskiego zauważyłem spory chaos. Po wyjściu z terminala kierujcie się prosto, po prawej stronie znajdują się wypożyczalnie samochodowe i przystanki autobusowe, a na końsku jest parking gdzie czekał na nas autokar, który zawiózł nas do hotelu. 

              Gdzie się zatrzymać ?

              Wybraliśmy czterogwiazdkowy hotel o nazwie Mel Holidays położony w miejscowości Golem dosłownie 8 metrów od plaży! Obiekt był bardzo ładny, a pokój, który otrzymaliśmy na 4 piętrze miał cudowny widok na całe wybrzeże! Formuła wyżywienia all inclusive zasługiwała tylko na szkolną trójkę, jedzenie było przeciętne, a drinki mocno rozcieńczone. Słabe było to, że do kolacji wino podawane było w plastikowym kubku… ostatni raz tak piłem w gimnazjum z kolegami! W hotelowym basenie ciężko było znaleźć ludzi bo była w nim bardzo zimna woda. Na szczęście mieliśmy do dyspozycji prywatna plażę zagospodarowaną w parasole i leżaki. Dużym atutem była też restauracja z możliwością jedzenia przy stolikach na zewnątrz z widokiem na Morze. Codziennie sporo animacji głównie w języku polskim, ponieważ nasi rodacy byli najczęstszym gościem tego hotelu. Całodobowa recepcja, wypożyczalnia samochodów i przestronne apartamenty to kolejne plusy patrząc na całokształt tego co nam zaoferowano.

              Spotkało nas jednak trochę niespodzianek, po wejściu do pokoju okazało się, że zapomnieli dostarczyć nam łóżeczko dla Oliwiera, na recepcji nie uznali tego jednak za wpadkę heh, dopiero reakcja rezydenta sprawiła, że ktoś się tym zainteresował i zostało nam przyniesione. To nie koniec: nie działała nam karta do zamykania i otwierania drzwi, tym razem również gospodarze nie czuli obowiązku naprawy problemu i dopiero po dwóch dniach udało im się wymienić zamek i naprawić usterkę. Winda codziennie się zacinała, przy mojej klaustrofobii uwierzcie, że naprawdę bałem się nią jeździć! Nie, nie narzekam heh … to taki wydawało mi się standard w dzisiejszych czasach!

              Jak się poruszać po Albanii ?

              Autobusy albańskie czyli tzw. furgonetki nie mają swojego rozkładu jazdy, odjeżdżają, kiedy im się podoba, zazwyczaj gdy są zapełnione. Nic więc dziwnego, że zwiedzając kraj zdecydowaliśmy się na wypożyczenie samochodu, jednak już podczas tego procesu chcieli mnie oszukać na 5 Euro! Ostatecznie otrzymaliśmy starego Mercedesa, który ledwo zrobił 400 kilometrów. Wracając nocą po nieoświetlonych drogach Kizia zaczęła panikować kiedy z silnika wydobywał się dym i dziwny zapach. Fotelik, który otrzymaliśmy dla dziecka przypominał bardziej etui na siedzenie niż jakiekolwiek zabezpieczenie. Wypożyczenie samochodu to koszt około 50 Euro / dobę.

              Prawdą jest, że Albańczycy jeżdżą bardzo niebezpiecznie. Kilkadziesiąt razy wyprzedzały nas samochody na zakrętach czy też w miejscach kiedy mnie w życiu by to nie przyszło do głowy. W mieście Elbasan panuje chaos drogowy, na skrzyżowaniu ktoś zarysował nam auto i po prostu odjechał. To na co mocno zwróciłem uwagę to duża ilość stacji benzynowych, znajdują się one praktycznie co 3 kilometry zarówno na trasie jak i w mieście. Znaki oznaczające radary to tylko prowizorka, przez całą trasę nie widziałem ani jednego! Stan dróg jest dużo gorszy niż w Polsce.

              3 ciekawostki, które mnie zaskoczyły na temat tego kraju

              • Żyje tu niecałe 3 miliony ludzi, dla porównania Polska ma blisko 38 mln
              • Albania ma, aż 750 tysięcy bunkrów, dla porównania Polska tylko 62 tys.
              • To co pisałem na wstępie: Albańczyk, który się z Tobą zgadza, potrząśnie głową na NIE, a gdy się z Tobą nie zgadza, skinie głową na TAK. U nich jest odwrotnie: tak oznacza nie, a nie oznacza tak.

              Riwiera Albańska

              Riwiera Albańska to inaczej główne wybrzeże plażowe, które przyciąga z roku na rok coraz większą rzesze turystów. Na całej szerokości promenady zobaczycie lokalne sklepiki i restauracje oraz wciąż powiększającą się i rozbudowywaną sieć resortów i hoteli. Długie szerokie plaże ciągną się wzdłuż popularnych miejscowości takich jak: Durres, Golem czy Vlora. Woda w Morzu Adriatyckim jest bardzo ciepła, lecz jej czystość pozostawia wiele do życzenia, porównał bym ją trochę z naszym Bałtykiem. Fajne było to, że po wejściu do wody cały czas było płytko, nawet idąc 150-300 metrów w głąb Morza, woda sięgała mi maksymalnie do pasa.
              Oliwier też był zadowolony, pierwszy raz przełamał strach i bawił się w najlepsze!

              Nasza plaża w miejscowości Golem była ładna tylko przy samym brzegu, później to taki typowy żwirek gdzie nie mogłem dziecku zrobić nawet „babki z piasku”, ale dzięki temu nie było problemu w poruszaniu się wózkiem  po utwardzonej powierzchni. O dziwo nie spotkałem też tak dużo naganiaczy sprzedających podrobione okulary jak w innych tego typu kurortach. Warto wybrać się na plażę w godzinach wieczornych na zachód słońca, jest on tu naprawdę olśniewający! Jeśli chodzi o życie nocne też będziecie zadowoleni, dyskoteki i balety w typowo wakacyjnym klimacie!

              Tłoczno, głośno i radośnie – dzieję się naprawdę dużo, wszędzie gra muzyka, dzieci bawią się na mini wesołych miasteczkach, a dorośli mają okazję wypić drinka na jednym z pubów położonych na piasku. Riwiera Albańska przypominała mi trochę czasy w Złotych Piasków w Bułgarii lub pobyt z chłopakami w Rimini. Jest tak jak Polacy wszyscy lubimy czyli „dobrze i tanio” stąd idąc spacerem co chwile słyszałem ojczysty język. W sklepie możecie płacić zarówno albańskimi lekami jak i Euro. Przy wydawaniu zapytają Was w jakiej walucie chcecie otrzymać resztę, kartą też nie było problemów z płaceniem. To co przykuwało jeszcze moją uwagę to sklepy typu bazar na środku chodnika, dosłownie jak na słynnym stadionie 10- lecia w Warszawie, albo starych Plantach w Kielcach!

              Albania jest krajem, który stosunkowo późno zaczął swój biznes w turystyce i widać cały czas pewne niedociągnięcia. Porównałbym to trochę jak wakacje w Polsce, ale w latach ’90-tych. Cieszę się, że zobaczyłem to Państwo, ale nie jestem zachwycony jego gościnnością, po mimo faktu, że ludzie których spotkałem na swojej drodze byli raczej uprzejmi, nawet Pani która starała się mnie nauczyć podstawowych zwrotów języka albańskiego. Podobno jakość podróży mierzy w cudownych momentach, a nie przejechanych kilometrów. Jeśli tak to dziękuje Ci Albanio za wszystkie piękne chwile, które miałem okazje spędzić z moją rodziną!

              • Atrakcje 18% 18%
              • Jedzenie 19% 19%
              • Transport 10% 10%
              • Nocleg 35% 35%
              Lanzarote

              Lanzarote

              Lanzarote

              Sierpień 2023

              To już kolejna z Wysp Kanaryjskich, którą miałem przyjemność odwiedzić. Jest zupełnie inna niż pozostałe. Jej wulkaniczny krajobraz przypomina wizytę na księżycu! Dziś zabieram Was razem z całą moją rodziną na wyspę Lanzarote.

              Informacje praktyczne

              • Zegarki przestawiamy o 1 h do tyłu
              • Waluta EURO
              • Połączenia telefoniczne i Internet wedle taryfy operatora
              • Wystarczy dowód osobisty

              Jak dojechać na Lanzarote ?

              Wyspa Lanzarote znajduje się na Oceanie Atlantyckim i jest oddalona 140 kilometrów od kontynentu afrykańskiego. Czas lotu z Polski wynosi około 5 godzin i 30 minut. Ja wraz z rodzicami, Oliwierem i Kizią dopłynęliśmy tu promem podczas wizyty na Fuerteventurze. Do wyboru mieliśmy 3 firmy obsługujące transport między dwoma wyspami: Fred. Olsen Express, Naviera Armas i Líneas Romero. Cały rejs trwa tylko 35 minut, a przy wzmożonym Ocenie oferuje atrakcje w postaci wesołego miasteczka. Bilety w cenie około 20 Euro / osobę można kupić zarówno przy kasie jak i on-line. Sprawdzane będą dowody osobiste normlanie jak podczas kontroli międzykrajowej. Statek jest bardzo zadbany wyposażony w łazienki, restauracje i miejsca siedzące z telewizorami.

                Gdzie się zatrzymać ?

                Jako miejsce wypadowe wybraliśmy najbardziej popularne miasteczko turystyczne na całej wyspie czyli Puerto del Carmen. Trochę czasu minęło zanim udało się znaleźć odpowiednie miejsce do spania. Najpierw podjechaliśmy pod hotel polecany przez biuro turystyczne ITAKA, jednak po wejściu do środka okazał się kompletną porażką. Nazywał się – BelleVue Aquarius – omijacie szerokim łukiem! Na szczęście aplikacja booking.com podpowiedziała, aby udać się do Hotelu Los Hibiscos. Na recepcji przywitała nas Polka, która z góry zaoferowała 30% rabat oraz formułę wyżywienia All Inclusive. Otrzymaliśmy duży apartament z dwiema sypialniami położony przy basenie około 200 metrów od plaży. W okolicy znajdowało się dużo supermarketów, sklepów z pamiątkami i irlandzkich pubów. Jedynym mankamentem hotelu był brak klimatyzacji co przy wieczornych upałach było dość uciążliwe.

                Jak się poruszać  i co zobaczyć ?

                Podczas naszej czterodniowej wycieczki na Lanzarote chciałem zobaczyć wszystkie zaplanowane wcześniej miejsca. Do zwiedzania wyspy niezbędny jest samochód, który wypożyczyliśmy jeszcze będąc na sąsiedniej wyspie. Drogi w miastach są wąskie, panuje duży ruch i bardzo ciężko znaleźć miejsce do parkowania. Na szczęście wszystkie główne miejsca turystyczne są bardzo dobrze oznakowane i oddalone od siebie w niedalekiej odległości. W kilku miejscach pojawiły się korki, ale wykorzystaliśmy je na zrobienie zdjęć, zachwycając się  widokiem wulkanicznej wyspy. Już teraz Wam zdradzę, Lanzarote skradło moje serce swoimi unikatowymi miejscami, które musicie teraz zobaczyć!

                Puerto del Carmen

                Rocznie odwiedzane jest przez ponad milion turystów! Miasteczko, które od razu przywitało nas tętniącym życiem, głośną muzyką i wakacyjnym klimatem. Wokół znajdowało się pełno knajp, restauracji, salonów gier i zabaw oraz sklepów z pamiątkami. Wzdłuż Oceanu na lekkim wzniesieniu prowadziła nas promenada skąd podziwiać można było przepiękny widok na plażę. Warte uwagi są zabudowy , mam na myśli hotele, mieszkania czy domy, wszystkie wedle przykazu zrobione w białym kolorze z początku przypominające mi Santorini. Zarówno w dzień jak i w nocy kiedy Puerto del Carmen jest zajebiście rozświetlone można tu szaleć korzystając z najróżniejszych atrakcji.

                La Geria

                Wyobraźcie sobie, że układamy kamienie w kształcie półkola, a w nim sadzimy winorośl, by na koniec otrzymać wyśmienite wino! Skala tego co zobaczyłem jest tak ogromna, że ciężko mi było w to uwierzyć. Winnica , która była pierwszym przystankiem na mapie naszej wycieczki zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. To wyglądało jak swego rodzaju sztuka, niczym obraz który został ogłoszony Rezerwatem Biosfery przez organizację UNESCO. Jak inaczej nazwać pracę wykonaną ręcznie o powierzchni ponad 5 tysięcy hektarów ? Jest takie powiedzenie, że wino im starsze tym lepsze – te z regonu La Geria powstały prawie 250 lat temu!

                Znajduje się tu muzeum Bodega La Geria, gdzie nie tylko można dowiedzieć się trochę o historii tego miejsca, ale przede wszystkim degustować różne smaki wina. Kieliszek kosztuje od 2 do 3 euro w zależności od rodzaju. Nie jestem miłośnikiem tego trunku, ale muszę przyznać, że było naprawdę dobre! Spędziliśmy tu ciekawe 60 minut i do dziś żałuję, że nie kupiłem całej butelki tego białego słodkiego wina, które mi tak smakowało. Nie znalazłem go już w żadnym innym sklepie na wyspie, ani na lotnisku.

                Park Narodowy Timanfaya

                Jedziemy przez wyspę Lanzarote w stronię Parku Narodowego Timanfaya, , który swój obecny wygląd zawdzięcza potężnej erupcji wulkanów. Kiedy wjechaliśmy na teren rezerwatu nagle poczułem jakby ktoś przeniósł mnie na inną planetę. Krajobraz który zobaczyłem przypominał niczym te z filmów science fiction. Swoja drogą kręcono tu wiele znanych filmów między innymi: „Stracie Tytanów” , „Mój własny wróg” czy „Planeta Małp”. Wstrzymałem oddech i poczułem respekt do potęgi otaczającej mnie natury. Zresztą zobaczcie sami:

                Teren Parku Timanfaya jest tak duży, że wymagane jest zwiedzanie go samochodem lub zorganizowaną wycieczką autokarem. Docelowo wyznaczony jest parking z ograniczoną ilością miejsc, organizacja poruszania się jest dostosowana pod przepustowość turystów stąd możecie się spodziewać kolejek od samego wjazdu, my czekaliśmy około 30 minut. Park otwarty jest w godzinach 9:00 – 17:45, a na zwiedzanie go trzeba poświęcić około trzy i pół godziny. Bilet wstępu kosztuje 10 Euro, można to zrobić przez Internet lub na miejscu w kasie. Od 1993 UNESCO uznało ten teren za rezerwat biosfery. Zabierzcie ze sobą wygodne buty!

                  Otaczający teren wulkaniczny jest tutaj jak tykająca bomba! Wystarczy wkopać się kilka centymetrów pod ziemię, by temperatura podniosła się do 100 stopni Celsjusza. Właśnie w ten sposób co jakiś czas odbywają się pokazy geotermalne, gdzie wlewana woda w dziurę w sekundę zamienia się w parę wodną dając charakterystyczny zapach siarki! Wyobraźcie sobie, że nawet grill w jedynej znajdującej się tu restauracji „El Diablo” wykorzystuje ciepło z wciąż czynnego wulkanu, a woda na kawę gotowane jest w podobny sposób! Prawda jest taka, że w Parku Timanfaya możemy zobaczyć jedną z największych aktywności wulkanicznych na świecie! Nietypowe miejsce, którym jestem zachwycony i chętnie bym tu został na dłużej!

                  El Golfo – Charco Verde

                  W sąsiedztwie z Parkiem Narodowy Timanfaya znajduje się tzw. „zielone jeziorko”, które swój kolor zawdzięcza algom i naturalnym organizmom typu plankton. Dodatkowe tło kamienistych skał nadaje magii tego miejsca! To zdecydowanie wizytówka wyspy Lanzarote widoczna na każdej pocztówce! Droga z parkingu jest bardzo prosta i krajobrazowa, zajmuje około 5 minut. Wejście jest całkowicie darmowe. Zapierające dech w piersiach widoki można podziwiać z wyznaczonego punktu widokowego.  Na dzień dzisiejszy nie możliwa jest tam kąpiel ani skorzystanie z plaży. Warto odwiedzić to miejsce, nigdy nie widziałem w życiu czegoś podobnego!

                  Los Hervideros

                  To coś dla miłośników zbliżenia się do potęgi Oceanu Atlantyckiego. W wyniku erupcji wulkanu wrząca lawa w połączeniu z wodą utworzyła tunele wzdłuż wybrzeża, którym możemy dziś pospacerować. Podczas sztormu można tu zaobserwować zjawisko niczym spektakl, w którym główną rolę odgrywają rozbijające się fale. Wrzące wybrzeże oferuje wycieczkę wyznaczonymi ścieżkami, z możliwością zejścia schodami w dół do jaskiń dzięki czemu jesteśmy jeszcze bliżej centrum uwagi! Kolejna miejscówka na wyspie Lanzarote, która jest całkowicie darmowa, a wspomnienia pozostają bezcenne!

                  Playa de Papagayo

                  Dojazd na miejsce prowadzi kilkukilometrowa droga szutrowa. Najsłynniejsza plaża na Lanzarote znajduje się na południowej części wyspy. Otoczona jest przez wysokie klify, kształtem przypominająca muszelkę. Ze względu na to, że jest częścią rezerwatu nie ma tu żadnych sklepów i hoteli. Jedyna restauracja w pobliżu położona jest w górnej części wybrzeża skąd mamy przepiękny widok na Ocean. Do plaży Playa de Papagayo prowadzą schody, woda jest czysta lecz przy samym brzegu kamienista, dobrze mieć ze sobą buty do wody. Spędziliśmy tu popołudnie odpoczywając na słońcu delektując się kanaryjskim klimatem.

                  Na całej wyspie mamy przynajmniej 5 miejsc, które po prostu musicie zobaczyć będąc na Lanzarote. Okazało się, że 4 dni tutaj to było mało, przyznam szczerze: nie spodziewałem się – Lanzarote stała się numerem jeden ze wszystkich odwiedzonych przeze mnie Wysp Kanaryjskich. Pozostała mi to zobaczenia jeszcze tylko Gran Canaria, żebym mógł w stu procentach stwierdzić, która jest najlepsza! Na ten moment to zdecydowanie pierwsze miejsce i bardzo się cieszę, że mogłem tu być razem z całą moją rodziną!

                  • Atrakcje 100% 100%
                  • Jedzenie 65% 65%
                  • Transport 90% 90%
                  • Nocleg 50% 50%
                  Fuerteventura

                  Fuerteventura

                  Fuerteventura

                  Sierpień 2023

                  To oaza spokoju całych Wysp Kanaryjskich oddalona tylko 100 kilometrów od Afryki. Słynie z przepięknych plaż, turkusowej wody i rodzinnego klimatu. Tym razem odwiedziłem Fuerteventurę, zdumiewającą wyspę należącą do państwa hiszpańskiego, na którą po raz pierwszy zabrałem swojego syna Oliwiera!

                  Już teraz wiem, że to będą wyjątkowe i niezapomniane wakacje! Jedziemy całą rodziną, wspólnie z Kizią i moimi rodzicami zabierając ze sobą Oliwiera, mojego 11 miesięcznego syna, dla którego jest to pierwszy w życiu wyjazd wakacyjny i pierwsza podróż samolotem. Zapraszam Was do przeczytania relacji z kanarów i zapoznania się z najpiękniejszymi miejscami na Fuerteventurze!

                  Informacje praktyczne

                  • Zegarki przesuwamy o godzinę do tyłu
                  • Wystarczy dowód osobisty
                  • Połączeni tel. i Internet jak w Polsce wedle taryfy operatora
                  • Waluta Euro
                  • Czas lotu 5 godzin i 30 minut

                  Tym razem to wakacje zorganizowane, odpowiednio wcześniej kupione i zaplanowane do najmniejszego szczegółu, oczywiście ze względu na Oliego. Korzystając z biura turystycznego TUI decydujemy się na jedną z Wysp Kanaryjskich jaką jest Fuerteventura. Startujemy z lotniska Chopina w Warszawie o godzinie 9:00 mając ze sobą 2 walizki bagażu rejestrowanego o łącznej wadze prawie 50 kg + wózek i dwa bagaże podręczne. Cały lot mija bardzo przyjemnie i po niecałych 6 godzinach jesteśmy już na wyspie Oceanu Atlantyckiego!

                  Gdzie zamieszkać ?

                  Po wielu rozmowach, przeczytanych opiniach i obejrzanych zdjęciach, wybraliśmy 4 gwiazdkowy hotel Elba Sara Beach & Golf Resort w miejscowości Caleta de Fuste znajdujący się tylko 6 kilometrów od lotniska we wschodniej części wyspy. Wybór okazał się strzałem w dziesiątkę, hotel pod każdym względem spełnił nasze oczekiwania i umilił nam spędzony tydzień wakacji. Dodatkowym atutem była Polska obsługa na recepcji i w restauracji. Codziennie sprzątane pokoje wyposażone były w bardzo dobrze działającą klimatyzację. Jedyne zastrzeżenie to jakość krzeseł na balkonie heh, słuchajcie: podczas gry w karty mojemu tacie pękło siedzisko i zrobił fikołka trącając wszystkie szklanki jakie były na stole – na szczęście nic mu się nie stało!

                  Jedzenie było różnorodne, świeże i smaczne. Formuła all inclusive obowiązywała wszystkie drinki z najwyższej europejskiej półki, nie rozcieńczane jak w wielu innych miejscach. Hotel posiadał 4 baseny w tym jeden dziecięcy, siłownię, korty tenisowe, strzelnicę, pole golfowe, boiska do plażówki, piłki nożnej i koszykówki. Ciężko było się nudzić, podczas całego dnia każdy znalazł coś dla siebie. Animacje dostosowane były zarówno dla dzieci jak i dorosłych, codziennie coś innego. Cały obiekt położony jest w bujnej roślinności ogrodu z miejscem do spacerowania oraz znajduje się kilka metrów od plaży Oceanu Atlantyckiego.

                  Plaża przy hotelu ciągnęła się, aż do portu w centrum miejscowości Caleta de Fuste. Wyposażona jest w leżaki, parasole i ma bardzo łagodne zejście do Oceanu. Temperatura wody była idealna do ochłodzenia ciała przy panującym ponad 30 stopniowym upale. Dużym atutem była długa promenada i kilka pomostów, w tym jeden zakończony elegancką restauracją. Spacerując możecie spotkać wiewiórki, które są tutaj symbolem całej wyspy, ich wizerunek zobaczycie nawet w sklepiku z pamiątkami. Rodzice często wybierali kąpiel w Oceanie, my z Olim woleliśmy zostać w hotelu przy basenie.

                   

                  Jak się poruszać po Fuerteventurze ?

                  Zdecydowanie najlepszym rozwiązaniem na podróżowanie po wyspie jest wynajem samochodu. My skorzystaliśmy z firmy AVIS, gdzie bez żadnej kaucji wypożyczyłem auto marki Volkswagen wyposażone w fotelik dziecięcy. Cenowo wyszło około 50 Euro / dzień. Słyszałem też dobre opinie na temat miejscowej wypożyczalni CICAR. Jeśli chodzi o drogi to są one doskonale przygotowane zarówno pod względem jakości, ale przede wszystkim oznaczenia. Jak to w Hiszpani musicie liczyć się z dużą ilością progów zwalniających i rond. Warto pamiętać, że prowadząc samochód na Wyspach Kanaryjskich dopuszczalna ilość alkoholu wynosi 0,8 promila! Pech nie chciał opuścić mojego tatę, ostatniego dnia podczas wsiadania do samochodu przytrzasnąłem mu rękę, wyglądało to dość groźnie, ale na szczęście tym razem również skończyło się na strachu!

                  Co zobaczyć na Fuerteventurze ?

                  Oasis Park

                  Zwiedzanie wysypy zaczęliśmy od wizyty w Oasis Parku, gdzie znajduje się 3 tysiące zwierząt, z czego 250 różnych gatunków, a to wszystko na powierzchni 800 000 m kwadratowych. Park pracuje przez 365 dni w roku w godzinach od 9:00 do 18:00. Dojechaliśmy i wróciliśmy stamtąd darmowym transportem organizowanym przez gospodarzy ZOO. Bilet wstępu kosztuje 39 Euro, możecie je kupić na stronie Internetowej https://oasiswildlifefuerteventura.com/ lub po prostu w kasie biletowej. Na zwiedzanie dobrze jest poświecić około 5-6 godzin w trakcie których organizowane są trzy pokazy min:

                  • Lwy morskie
                  • Gady
                  • Ptaki

                  Przy wejściu oprócz sklepów z pamiątkami możecie kupić pokarm dla zwierząt w cenie 2 Euro. Większość terenu jest raczej w cieniu jednak warto zabrać ze sobą odpowiednią ilość wody i nakrycie głowy. Gdyby ktoś jednak zapomniał na miejscu znajduje się kilka restauracji, automaty z piciem i łazienki. Dodatkowym atutem Parku jest jego roślinność, Fuerteventura to wyspa wiecznego piachu, a tutaj można się poczuć jak w jakieś dżungli mając wokół siebie ogromne ogrody kaktusów.

                  Cały teren jest bardzo dobrze oznaczony więc nie powinniście mieć problemu ze znalezieniem odpowiedniego miejsca. Największe wrażenie na mnie zrobiły żyrafy i wielbłądy pewnie dlatego, że można się pokusić o bezpośredni kontakt z nimi, nakarmić je, pogłaskać, a nawet przytulić. Oprócz nich fajnie było zobaczyć krokodyle, zebry, strusie, słonie, węże i hipopotamy. Co się najbardziej spodobało Oliemu?! Ptaki, rozglądał się za nimi patrząc jak latają między naszymi głowami podczas pokazów. Pracownicy podchodzili również z nimi do publiczności pokazując je z bliska.

                  Corralejo

                  To jedno z dwóch najbardziej popularnych miasteczek turystycznych na wyspie Fuerteventura. Znajduje się na północnym wierzchołku wyspy i przyciąga turystów pięknymi plażami, Aqua Parkiem i promenadą z restauracjami. Tutaj znajduje się również węzeł komunikacyjny z sąsiednią wyspą Lanzarote oraz Lobos. Podczas spaceru wzdłuż portu zobaczycie wiele punktów gdzie można kupić wycieczki, a także chodzące po kamieniach kraby wielkości męskiej dłoni! Jedno z niewielu miejsc na wyspie gdzie jest troszkę głośniej, ciaśniej i gra muzyka. Wydaję mi się, że Corralejo to miasto z dostępem do wszystkiego, co jest niezbędne podczas wakacyjnego wypoczynku.

                  Park Narodowy

                  Jadąc do miejscowości Corralejo koniecznie musicie zwrócić uwagę na mapę i kierować się nie główną drogą autostradową tylko zjechać na trasę FV-104, która doprowadzi Was do Parku Narodowego. Już sama jazda pozwoli przenieść się wyobraźnią do innego świata, dookoła zobaczycie tylko piach, który horyzontalnie powoduje, że czujemy się jak na pustyni. Wejście do Parku jest całkowicie darmowe, a rezerwat przypominał mi nieco Polskie wydmy w Łebie. Super miejscówka!

                  To właśnie tutaj znajduje się cudowna plaża o nazwie Grandes Playas z przepiękną przezroczystą wodą Oceanu Atlantyckiego. Samochód zatrzymacie zaraz przy ulicy i dojdziecie tam piaskową drogą przez wydmy wzdłuż popularnego hotelu RIU. Pamiętajcie zabrać ze sobą jedzenie i picie, w Parku nie ma żadnych sklepików, a na wyspie nie spotkałem chodzących i sprzedających piwo naganiaczy heh

                  Popcorn Beach

                  Przyszła pora na miejsce, którego nie mogłem się doczekać najbardziej! Wyobraźcie sobie, że zamiast piasku, na plaży leży tu  „popcorn”! Oczywiście są to tylko kamyczki, ale rzeczywiście w stu procentach oddają przysmak kinowy! Dojedziecie tu z miejscowości Corralejo wpisując w Google Maps Playa del Bajo de la Burra. Około 4 kilometrów szutrowej drogi i jesteś w naprawdę unikatowym miejscu na świecie! Ja widziałem coś takiego po raz pierwszy w życiu i jestem w szoku co natura potrafi stworzyć!

                  Betancuria

                  W kolejny dzień trafiliśmy na naprawdę męczącą pogodę, temperatura wskazywała 42,5 stopni Celsjusza! Dojechaliśmy do małego miasteczka o nazwie Betancuria, które zostało okrzyknięte mianem najpiękniejszego na wyspie. Szczerze mówiąc oprócz białych domków, palm i kilku uliczek nie widziałem tu nic nadzwyczajnego. Zrobiliśmy szybki spacer wzdłuż kościoła, kilka zdjęć w centrum i wróciliśmy do hotelu. Miasteczko świeciło kompletnymi pustkami, prawdopodobnie właśnie ze względu na pogodę. Jeśli będziecie się tu wybierać wyjedźcie wcześnie ranu lub pod wieczór.

                  Mirador de Guise y Ayose

                  Na trasie obok miasteczka Betancuria znajduje się punkt widokowy, którego pominąć nie możecie. Na przepiękną panoramę wyspy Fuerteventura doprowadzi was kręta droga FV-30 tuż pod nogi pomnika dwóch władców. Charakterystyczne rzeźby widoczne są już z oddali. Stamtąd możecie podjechać jeszcze wyżej , konkretnie na Mirador de morro velosa, gdzie zobaczycie zamkniętą / nieczynną restaurację, ale można bez problemu przejść obok i podziwiać krajobraz całej wyspy. Nie martwcie się, na szczycie są wyznaczone miejsca do parkowania, po za tym nie ma tu dużo ludzi, podejrzewam, że mało w ogóle wie o takim terytorium.

                  Ajuy

                  To mała wioska rybacka, która zauroczyła mnie już od pierwszego wejrzenia! Nie spotkacie tu żadnych hoteli ani sklepów z pamiątkami. Zdecydowanie tzw. „MUST SEE” będąc na Fuercie! Najpierw przywitała nas szeroka zatoczka w postaci czarnej plaży, gdzie znajdowały się jeszcze stare opuszczone łódki. Później, to co zrobiło na mnie największe wrażenie to ścieżka wzdłuż jaskiń z widokiem na szalejący Ocean Atlantycki. Droga między skałami wśród odgłosu rozbijających się fal to było niesamowite przeżycie! Trasa nie jest zbyt ciężka, ale żeby nią iść musiałem wziąć Oliego na ręce, zostawiając wózek na dole. Zdjęcia na pewno nie oddają w całości magii tego miejsca.

                  Podobno kąpiel tutaj nie jest dobrym pomysłem, żywioł wody jest tak mocny, że nawet podczas naszej obecności na miejscu pracowali policjanci i latał helikopter, prawdopodobnie szukając jakiegoś człowieka … Fale są naprawdę duże, siła z jaką odbijają się od kamieni skał wydaje się być potężna!  Uwielbiam takie miejsca, gdzie istota ludzka nie ma nic do powiedzenia, a o tym co się tu dzieje decyduje natura!

                  Costa Calma

                  To taki typowy kurort turystyczny gdzie zatrzymaliśmy się, aby Kizia kupiła sobie okulary, przy okazji zwiedzając miejscową plaże i kilka uliczek miasta. Dużą zaletą tej okolicy jest zwykle spokojny ocean i ładne piaszczyste plaże. Panują tu idealne warunki do windsurfingu, kitesurfingu oraz surfowania. Często mijałem wypożyczalnie sportów wodnych i szkółki nauki pływania. Costa Calma to jedno z najczęściej wybieranych przez turystów miejsc na wyspie. Dlaczego? Ponieważ znajduje się blisko plaży Sotavento o której Wam powiem za chwilę!

                  Sotavento

                  Do tej pory najlepsze plaże jakie widziałem w swoim podróżniczym życiu były na Dominikanie, Wybrzeżu Algarve, Sardynii i Krecie. Od dziś moją piaszczysta królową staję się Sotavento – to naprawdę bajkowe miejsce z najpiękniejszych snów i marzeń! Sotavento mieści się w południowej części Fuerteventury i ma około 9 kilometrów długości. To jakby wycięty kawałek raju i przeniesiony na ziemię Wysp Kanaryjskich, urzeka swoją naturalną woda i niesamowitą atmosferą. Zresztą zobaczcie sami …

                  Dotarcie na samą plażę wymaga najpierw przejazdu przez drogę szutrową, a następnie przeprawę przez wodę! Plaża Sotavento położona jest na Oceanie Atlantyckim w tak cudowny sposób, że leży niczym wyspa na Malediwach. Wszystko dlatego, że tworzą się tzw. okresowe laguny, które podczas odpływu zamieniają się w basen. W wodzie, która jest cieplejsza niż we wszystkich innych miejscach na wyspie pływają ławice rybek, a delikatne fale i gorące słońce powodują, że możesz tu leżeć godzinami!

                  Wakacje na wyspie Fuerteventura to rodzinna okazja do wypoczynku. Nie znajdziecie tu hałaśliwych dzielnic, klubów i dyskotek, mało jest również turystów mimo, że jesteśmy w środku sezonu wakacyjnego. Poznałem już trzy z czterech głównych Wysp Kanaryjskich i muszę przyznać, że Fuerteventura to idealne miejsce na pierwsze wakacje z dzieckiem. Mimo, że Oli pewnie nie będzie ich pamiętał, mam nadzieje że kiedyś przeczyta ten wpis i zobaczy swoją pierwszą podróż w życiu w obecności całej rodziny.

                  • Atrakcje 60% 60%
                  • Jedzenie 95% 95%
                  • Transport 95% 95%
                  • Nocleg 100% 100%
                  Maroko

                  Maroko

                  Maroko

                  Maj 2023

                  To moja trzecia wizyta na kontynencie afrykańskim i odwiedziny państwa, którego znałem tylko z opowieści znajomych i programów telewizyjnych. Przyszła pora sprawdzić osobiście jak wygląda życie ponad cztery tysiące kilometrów od Kielc. Zaczynamy kolejną życiową przygodę, kraj numer #49 pt. przystanek MAROKO!

                  Tym razem to niespodzianka urodzinowa dla mojego brata, szybka rozkminka jaki prezent będzie najlepszy? Wedle mojej zasady, to taki , którego nie da się kupić, czyli wypad z kumplami na drugi koniec świata! Jak się okazało oprócz stałego składu: Ja, Koper i Prezes dołączył do nas Koras, kolega który rzutem na taśmę kupił bilety lotnicze. Zobaczcie jakie szalone przygody nas spotkały, gdzie się zatrzymaliśmy i co zobaczyliśmy w kraju który jest 1,4 razy większy do Polski. Zapraszam na relację z gorącego afrykańskiego miejsca jakim jest państwo Maroko.

                  Informacje praktyczne

                  • Zegarki przestawiamy o 1 godzinę do tyłu
                  • Walutą jest Dirham Marokański 1 MAD to 0,41 złotego
                  • Wymagany jest paszport
                  • Połączenia telefoniczne i Internet są bardzo drogie
                  • Nie są wymagane żadne szczepienia
                  • Gniazdka elektryczne takie jak w Polsce

                  Jak się dostać do Maroka ?

                  Udało mi się znaleźć bilety lotnicze do Agadiru linią lotnicza Ryanair w cenie 214 złotych. Już w trakcie lotu, który trwał cztery i pół godziny zrobiliśmy trochę zamieszania heh. Jak się okazało oprócz naszej czwórki usytuowanej w tylnej części samolotu, zasiadło również kilku legionistów, którzy podobnie jak my wybrali się na wakacje. Szybko nawiązaliśmy kibicowski klimat rozmowy, a alkohol dotrzymywał nam towarzystwa. Kiedy grupa stewardess nie dała już rady, głos przejął sam pilot, który ostrzegał nas przed lądowaniem w Hiszpanii. Udało się jednak opanować emocje i chwilę przed 23 czasu marokańskiego byliśmy już w Afryce.

                  Poznajcie kilka ciekawostek o Maroko

                  • W całym państwie blisko 1,5 miliona ludzi żyje w skrajnym ubóstwie
                  • Mieszka tu około 500 Polaków
                  • Marokańczyk Brahim Takioullah ma 249 cm wzrostu co daje mu 10 miejsce na świecie pod względem wysokości
                  • osoba mająca 12 lat podlega odpowiedzialności karnej
                  • Maroko oddziela od Europy, jedynie 13 km
                  • Kobiety w tym kraju na znak żałoby zakładają białe szaty, a nie czarne jak w PL
                  • Maroko zostało pierwszym afrykańskim krajem, który dotarł do półfinału Mistrzostw Świata w piłce nożnej
                  • Najwyższym szczytem na terenie Maroka jest góra Dżabal Tubkal o wysokości 4167m n.p.m. To zarazem najwyższy szczyt w całej Afryce Północnej!

                  Gdzie się zatrzymać a Maroko ?

                  Ceny noclegów są tutaj naprawdę śmieszne, najtańszy hotel na booking.com pokazywał mi się za 165 złotych za dwie noce za całą czteroosobowa grupę! ( taaak, dobrze liczycie, to ok. 10 zł / osobę / dobę ). Wybraliśmy jednak 4 gwiazdkowy obiekt o nazwie Borjs Hotel Suites&Spa. Elegancki hotel w typowo marokańskim stylu zachowujący podstawowe europejskie standardy. Jedynym mankamentem było słabo działające wifi w pokojach. Do dyspozycji mieliśmy duży apartament, odkryty basen i restauracje na dachu z ładnym widokiem na wzgórze miasta. Mimo późnego zameldowania, otwarta była kuchnia gdzie mogliśmy zjeść kolacje, zapalić sziszę i wypić marokańskie piwo o nawie „Casablanca”.

                  Przy basenie rozłożona duża ilość leżaków i bar z obsługą kelnerską, którzy co chwilę donosili nam przekąski, polewali drinki licząc oczywiście na dobry napiwek. Cały obiekt otoczony bujną roślinnością i przyjemnym widokiem na ogród i budynek hotelowy. Miejsce oddalone o około 3 kilometry od głównego deptaka przy plaży i centrum jednak jak przeczytacie dalej nie było to żadnym problemem. Z czystym sumieniem polecam ten hotel, prezes narzekał trochę na ubogie śniadanie, ale zapewniam Was, że jajecznica, omlet i zimna płyta była w zupełności wystarczająca na zgromadzenie energii na większą część dnia.

                  Jak się poruszać po Maroko ?

                  W większości krajów po których podróżuje często wynajmuje samochód, ale w Maroko jest to zupełnie niepotrzebne, dlaczego?! Po pierwsze byłem w szoku jak zobaczyłem zasady panujące na drodze, przykładowo na rondzie jest zupełnie odwrotnie niż w Polsce, pierwszeństwo mają Ci wjeżdżający, a nie będący na nim heh, ale jak już trochę pojeździłem zrozumiałem, że to jednak zasada „kto pierwszy ten lepszy”.  Po drugie ceny taxi są tak niskie, że będąc w czwórkę korzystaliśmy z nich cały czas, aż do tego stopnia, że w trasę Agadir —à Marrakesz zabrał nas miejscowy driver i zawiózł 250 km dalej biorąc za to tylko 1300 dirhamów czyli jakieś 500 złotych. Pokazaliśmy mu podczas drogi parę dobrych kawałków kieleckiego rapu i na pewno wycieczka z nami zostanie mu na długo w pamięci, chłopak tak zapirdzielał, że na trasie zgubił napis TAXI, który spadł z dachu samochodu na autostradzie!

                  Nie zdziwcie się na widok zatrzymujących się taksówek na środku skrzyżowania i walki o jej zdobycie albo gdy zobaczycie ludzi usiłujących wskoczyć komuś do bagażnika, trzymając się jakieś poręczy. Na ulicy przemieszają się nie tylko samochody, ale również ludzie,  konie, bryczki, osiołki z przyczepami naładowanymi ludźmi bądź jakimś towarem. Gdy patrzyłem na światła zastanawiałem się czasem po co one są w ogóle zrobione heh. Inny świat i duża bieda, szczególnie widząc ludzi i małe miasteczka podczas drogi do Marrakeszu. Pamiętajcie, że w taxi nie można płacić kartą, trzeba mieć wyliczoną gotówkę i dobrze wcześniej ustalić kwotę przed odjazdem. Jeden miejscowy chciał nas oszukać to dostał połowę tego i tyle nas widział!

                  Agadir

                  Swoją przygodę zaczęliśmy od zwiedzenia najpopularniejszego kurortu w całym państwie jakim jest miasto Agadir. Na zboczu wzgórza umieszczono tutaj ogromny, podświetlany nocą napis językiem arabski oznaczający po tłumaczeniu „Bóg, ojczyzna, król”. Głównym powodem przyciągającym turystów jest 10-kilometrowe wybrzeże oferujące wspaniałe widoki na Ocean Atlantycki. Szerokość piaszczystej plaży sięga nawet 300 metrów, piasek jest bardzo przyjemny, drobniutki i czysty. Panuje tu typowo afrykański klimat, a najwyższa temperatura wskazywała tu dokładnie 49,1 stopni Celsjusza. Wzdłuż ciągnącej się wzdłuż wybrzeża promenady znajduje się dużo restauracji i sklepów z pamiątkami.

                  Leżąc na plaży w Agadirze co chwilę podchodzili do nas miejscowi „naganiacze” próbujący sprzedać wszystko co tylko możliwe: owoce, warzywa, słodycze, okulary, herbatę, biżuterię, ręczniki czy pieczywo, pączki i orzeszki. Byli co prawda mili, ale mocno uciążliwi heh. Czasem łatwiej było coś kupić, żeby sobie poszli niż czekać, aż odejdą! Woda w oceanie była jeszcze stosunkowo zimna jak na przełom miesiąca maj/czerwiec, po za tym musicie pamiętać, że zawsze temperatura wody w oceanie będzie mniejsza niż chociażby w Morzu Śródziemnym.

                  Croco Parc Agadir

                  W ciągu upalnego dnia postanowiliśmy dla odmiany wybrać się na wycieczkę do Parku zoologicznego, w którym znajduje się 325 krokodyli, a także żółwie, małpy, legwany czy węże. Widok każdego z nich był naprawdę zaskakujący, nigdy w życiu nie widziałem na przykład tak wielkiego żółwia! Nie spodziewałem się, że cały obiekt zrobi na mnie tak pozytywne wrażenie! Dzięki bliskości z naturą zwierząt można było stanąć „oko w oko” z ponad 3 metrowym krokodylem, by za chwilę być świadkiem ich karmienia. Krokodyle to bardzo spokojne zwierzęta wygrzewające się tylko na słońcu, patrząc na ich zęby mam jednak wrażenie, że jakbym tam wskoczył zamieniłyby mnie na krwawą miazgę!

                  Park rozdzielony jest na kilka stref w zależności od gatunku zwierząt. Całość położona w bujnej roślinności z urozmaiconą trasą wśród ruszających się skał, tuneli czy przejściem po linach. Idealne miejsce tak naprawdę dla wszystkich, na miejscu znajdują się toalety, strefa zabaw dla dzieci, sklepik z pamiątkami i restauracja. Dzięki przepięknemu krajobrazowi z widocznym wodospadem zrobicie sobie zajebiste zdjęcia. Większość trasy znajduje się pod gołym niebem dlatego warto zadbać o nakrycie głowy, butelkę wody lub tak jak my piwka, a wcześniej nasmarować się kremem z filtrem. Pisze teraz o tym, nauczony na swoim bólu – ręce mi tak zjarało, że na drugi dzień chowałem je pod ubranie z dala od słońca!

                  Dojazd do Croco Parc zajmuje około 20 minut, kierowca, który zawiózł nas tam taksówką, poczekał na miejscu by później odwieść nas do miasta. Na zwiedzanie musicie poświęcić około półtorej godziny. Trasa o długości ponad 600 metrów jest dobrze oznaczona znakami informacyjnymi, dzięki którymi dowiecie się więcej ciekawostek o zwierzątkach, a także o ciekawych gatunkach roślin zamieszkujących ogrody. Park otwarty jest w godzinach 10:00 – 17:30, a bilet kosztuje po przeliczeniu na złotówki około 30 złotych. Śmiało mogę powiedzieć, że to największa atrakcja w całym Agadirze otwarta od 2015 roku!

                  Agadir Oufella

                  To miejsce skąd możecie podziwiać panoramiczny widok na Agadir. Dotrzecie tu na 3 sposoby: pieszo ( czego nie polecam ) , autem /taksówka około 100 dirhamów/ lub kolejką linową! My wybraliśmy ta ostatnią opcję ze względu na dodatkowa atrakcję przejazdu. Bilet na przejazd wagonikiem w dwie strony kosztował 130 dirhamów, a czas transferu wyniósł około 12 minut. Prezes z Korsem, którzy narzekali na lęk wysokości dali jakoś radę, mimo tego że chwilami mocno bujało ze wzglądu na silny wiatr. Dolna stacja kolejki znajduje się w centrum i raczej nie powinniście mieć problemu z jej znalezieniem. Obowiązkowy punkt wycieczkowy podczas pobytu w Agadirze, który zostawiliśmy sobie na koniec dnia!

                  Na samej górze znajduje się Twierdza, która w czasach historycznych pełniła rolę obronną, dotkliwie zniszczona przez trzęsienie ziemi .Teraz spotkacie tu min. wielbłądy i osiołki przeznaczone jako atrakcja dla turystów. Ze szczytu góry wznoszącej się na 236 metrów nad poziomem morza jest naprawdę kozacki widok na Agadir. Spędziliśmy tu około godzinę czekając na całkowity zachód słońca w trakcie spaceru wzdłuż murów zamkowych. Oprócz bezpańskich kotów błąkających się w poszukiwaniu jedzenia szukajcie widoku kozy chodzącej po drzewie!